sobota, 30 kwietnia 2016

Od Logana cd. Jade

Uśmiecham się speszony i ściskam jej dłoń.
- Logan Henderson - przedstawiam się.
Dziewczyna wygląda dość mrocznie, ponuro, wręcz strasznie. Jeszcze ten jej uśmiech i papieros, którego nie dawno wyrzuciła. Od razu przypomniała mi bandę dziewczyn z mojej szkoły. Terroryzowały każdego, wyłudzały pieniądze, mieszały się w bójki, poniżały każdego. O dziwo dobrze się uczyły, tak przeciętnie. Nauczyciele oczywiście nic nie mogli zrobić, bo niczego nie dostrzegali, a wszyscy bali się tych dziewczyn tak bardzo, że każdy siedział cicho. Ja także, ale do czasu. Gdy uderzyły mojego chłopaka, postawiłem się. Oczywiście to ja leżałem na ziemi pobity, ale usunęli je ze szkoły, gdyż wszystko wygadałem. Może to było podobne do takiego kabla, który wszystko donosi, ale nie o tonmi chodziło.
Niepewnie siadam pod drugim drzewem, oddalonym od Jade o około trzy metry.
- Wystraszyłem się - mówię nerwowo, drapiąc się po karku.
Jade była wyluzowana. Siedzi pod drzewem i patrzy przed siebie. Nie wygląda na to, aby się zamyśliła. Bardziej, jakby na coś czekała. 
- Aż taka straszna jestem? - odzywa się i wyciąga z kieszeni kolejnego papierosa, którego podpala zapalniczką. - Chcesz? - proponuję mi fajkę, ale ja odmawiam. Kiedyś spróbowałem i mi nie posmakowało. Po za tym przez tą maleńką rzecz niszczymy nasze organizmy od środka i z własnej woli.
- Tak jakby. Jestem po prostu ostrożny i trochę strachliwy - na twarzy Jade widzę minimalny uśmieszek... diabła?
- A wyglądam ci na potwora? - pyta i zaciąga się. Jak widzę, lubi się droczyć z ludźmi, albo jej się po prostu nudzi. Wszystko możliwe.
- I to jakiego - mówię żartobliwie, na co ona mierzy mnie złowrogim wzrokiem. Ja jedynie uśmiecham się delikatnie i modlę w myślach, aby nie wrócić z połamaną kończyną.

<Jade?>

Od Arka cd Esther

Weszliśmy do pokoju Dawida, tam też siedział Kamil..
- Siema. To jest nasza nowa koleżanka z klasy, Esther- przedstawiłem dziewczynę
Moi bracia spojrzeli na nas w tym samym czasie.
- Hejka- uśmiechnęł się, machając.
Kamil uśmiechnął się szeroko, w sumie tak jak Dawid. Czarnooki wstał i podszedł do dziewczyny. Wyciągnął w jej stronę dłoń
- Cześć Dawid -  przedstawił się
Po chwili dołączył do niego Kamil
- cześć, a ja jestem Kamil -  oznajmił
Zaśmiałem się patrząc na nich jak oni się patrzyli na nią.
- powiem Ci że niezła jest -  zaśmiał się Dawid
- no wiem -  odparlem
Położyłem ramię na talię dziewczyny i przyciągnąłem ją bardzo blisko siebie.
- i dlatego łapy precz od niej -  zaśmiałem się
-ej chłopaki tylko nie bijcie się i mnie -  zaśmiała się dziewczyna
-heh my się tylko możemy droczyc - odparł Kamil
Esther?

Od Esther CD Arka

- Masz braci? Chętnie ich poznam- przechyliłam głowę delikatnie w bok.
- A więc chodź- zeskoczył z parapetu.
- Teraz?- spojrzałam na niego nieco zaskoczona.
- A czemu by nie? Na pewno się ucieszą z nowej osoby w klasie- powiedział kiedy schodziłam- A zwłaszcza, jeśli jest nią dziewczyna- dodał.
Zaczął mnie prowadzić do części z pokojami. Mijaliśmy kolejne numery drzwi.
- Tak w ogóle, jaki masz numer pokoju?- spytał.
- Ósemka, możecie wpadać- zaśmiałam się cicho.
- Z chęcią- spojrzał na mnie kątem oka.
W końcu dotarliśmy. Weszliśmy bez pukania do jednego z pokoi. W środku było dwóch chłopaków.
- Siema. To jest nasza nowa koleżanka z klasy, Esther- przedstawił mnie.
Obaj jednocześnie na nas spojrzeli. 
- Hejka- uśmiechnęłam się, machając.

<Arek?>

Od Reeve

Po odebraniu planu lekcji i klucza ruszyłam w poszukiwaniu przeznaczonego mi pokoju. Po krótkich poszukiwaniach znalazłam go, a kiedy otwarłam już drzwi weszłam do środka. Nie zwracając zbędnej uwagi na wystrój wnętrza rozpakowałam się, a w chwili gdy wyciągałam z walizki jeansy zamarłam. W panice zaczęłam przeszukiwać torbę, a kiedy nie znalazłam rzeczy, o którą mi chodziło sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do mojej ukochanej siostrzyczki, która uwielbia „pożyczać” wszystko ode mnie.
- Reeve, o co chodzi?- usłyszałam jej głos.
- Wiesz o co, Di. Gdzie moja MP4?- wysyczałam do telefonu.
- Ee…mogłam przez przypadek zapomnieć ci ją oddać…- moja wolna dłoń zacisnęła się w pięść, a następnie rozłożyłam ją z powrotem.
- Jeśli mi jej zaraz nie przyślesz to obiecuję, że jak wrócę…- ze złości nie mogłam się wysłowić. Moja bliźniaczka zaśmiała się.
- Pójdę na pocztę jutro, do zobaczenia!- pożegnała się śpiewnym głosem i rozłączyła. Westchnęłam męczeńsko. Rzuciłam komórkę na łóżko i rozejrzałam po pokoju. Biała pościel, jasne ściany i dodatki w jasnofioletowym kolorze. Z jednej z kilku toreb wyciągnęłam Xboxa i podłączyłam go do telewizora. Laptopa umieściłam na biurku, a książki na półce. Buty znalazły swoje miejsce przy drzwiach, ciuchy w szafie. Podczas rozpakowywania się naszła mnie ochota na trening z moim koniem, albo przejażdżkę po lesie. Po skończonej pracy szybko przebrałam się w czarne legginsy i szarą koszulkę. Założyłam też ciemną bluzę oraz chwyciłam do ręki toczek. Z pomocą kilku osób po kilkunastu minutach dotarłam do stajni. Z ostatniego boksu wychylał łeb piękny gniadosz. Podeszłam do niego i otwarłam drzwi. Biorąc do ręki szczotkę i kopystkę wyczyściłam konia z wszelkich zabrudzeń, a następnie go osiodłałam. Wyprowadziłam ogiera ze stajni i wsiadłam na jego grzbiet. Zapięłam kask i skróciłam wodze po czym pogoniłam konia by ten ruszył stępem w stronę lasu. Po kilku kłusach pozwoliłam mu na swobodny galop po leśnej ścieżce. Kiedy dostrzegłam kłodę leżącą na ziemi skierowałam na nią wierzchowca. Serapis zaparskał i ochoczo popędził w stronę przeszkody, przeskakując nad nią dobry metr. Uśmiechnęłam się widząc jego entuzjazm, nie było rzeczy, której ten ogier by nie przeskoczył. Postanowiłam pojechać na łąki, by poćwiczyć tam wytrzymałość Apolla. Przy ogrodzeniu dostrzegłam blondwłosą dziewczynę i chłopaka na białym koniu. Rozmawiali, a ja nie chcąc im przeszkadzać starałam się ich ominąć. Zauważyli mnie…pomachali mi rękoma, a ja skierowałam Serapisa w ich stronę. Ogier zarżał im na powitanie, a ja powiedziałam po prostu:
- Hej.

<Mike? Amanda?>

Od Arka cd Esther

Spojrzałem na nią, a właściwie na jej usta gdy przegryzała dolną wargę. Po chwili odwróciłem wzrok i się zaśmiałem..
- tak szczerze mówiąc może być ciekawie - powiedziałem znów patrząc na nią
- co masz na myśli ? - zapytała
- zawsze ktoś nowy do macania, zaczepiania i w ogóle - zaśmiałem się
Ona na mnie spojrzała i podniosła jedną brew do góry..
- oj żartowałem - oznajmiłem dalej z usmiechem
- no ja mam nadzieję - odparła
- i wiesz co ? masz rację nie wytrzymam z tobą w jednej klasie - powiedziałem
- dlaczego ? - zapytała
- bo za miast skupiać się na lekcji to będę skupiał się na tobie - zaśmiałem się - moi bracia pewnie też
- masz braci ?
- tak, dwóch - oznajmiłem - a także mam siostrę
Esther?

Od Esther CD Arka

- Jest znośnie- oparłam się o parapet rękami.
- Znośnie?- spytał, unosząc jedną brew jakby nie dowierzając.
- Tak. Chociaż, jest tu dużo przystojnych chłopaków, na których tylko patrzeć godzinami- uśmiechnęłam się.
- Przystojnych powiadasz?- spojrzał na mnie, celowo się przysuwając.
- A i owszem. Mam nadzieję, że zaprosisz mnie kiedyś na wasz trening. Chętnie popatrzę- wyszczerzyłam się, również siadając na parapecie.
- Jeszcze się zobaczy- zmarszczył zabawnie nos.
- Do której klasy chodzisz tak w ogóle?- spytałam, przypominając sobie, że go o to nie pytałam.
W razie czego, taka informacja mogłaby się przydać. Nie jest tak źle, jak myślałam że będzie.
- B, a ciebie do której przydzielili?- słysząc tą odpowiedź, uśmiechnęłam się jeszcze szerzej niż wcześniej- Nie gadaj, że też do B.
- A co, jeśli powiem ci, że tak? Co, nie wytrzymasz ze mną w jednej klasie?- przygryzłam lekko dolną wargę, patrząc na niego znacząco.

<Arek?>

Od Arka cd Esther

Spojrzałem na dziewczynę i się uśmiechnąłem. Po czym zastanowiłem się.
- no nie wiem -  odparłem
- jak nie możesz, to ja rozumiem - oznajmiła
Ja zaśmiałem się po jej słowach
- mogę cię odprowadzić - powiedziałem i puściłem do niej oczko
- serio? Miałbyś czas? - zapytała
- tak, akurat dzisiaj nie mam żadnych planów, więc czemu nie? - uśmiechnąłem się
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- To wracamy do akademii to cie oprowadzę -  rzekłem
- okej
Poszliśmy do akademii. Gdy byliśmy w zamku zacząłem ja odprowadzać, pokazywałem jej gdzie jest kuchnia, gdzie jadalnia, gdzie siłownia, sale lekcyjne, sala gimnastyczne i inne. Zatrzymaliśmy się na jednym z korytarzy gdzie były duże parapety na których można było siąść. Usiadłem na jednym z nich. 
- i jak ci się podoba? - zapytałem
Esther?

Od Esther Cd Arka

- Gdzie tam, zaraz ładna...- uśmiechnęłam się delikatnie, trochę rumieniąc, odwracając wzrok. 
- Nawet kiedy się rumienisz jesteś ładna- usiadł obok mnie.
- A twoje imię to...?- spojrzałam na niego.
- Arek. Arek Kamiński- przedstawił się.
- Długo już tutaj jesteś?- spytałam.
- Wystarczająco, by znać okolicę jak własną kieszeń- przechylił delikatnie głowę.
- Esther Vivian Ramirez- przedstawiłam się pełnym imieniem.
- Jakiś skrót od imienia?- uśmiechnął się.
- Vivi, ale tylko dla zasłużonych. Tobie na razie wypada mówić mi moim pierwszym imieniem- zaśmiał się lekko.
- A więc Esther, skąd do nas przybyłaś?- zagadnął.
- Meksyk, a ty?- odpowiedziałam, jednocześnie zadając mu pytanie.
- Hiszpania- oparł się o pień drzewa.
Tak też rozmowa ciągnęła się przez najbliższe trzy godziny. Potem wybraliśmy się na mały spacer. Był dzisiaj piękny dzień, w sam raz na coś takiego. 
- Skoro jesteś już tutaj długo, może miałbyś chwilkę oprowadzić nową uczennicę?- spytałam w pewnym momencie rozmowy. 

<Arek?>

Od Arka cd Esther

Sobota.. Idealny dzień by wstać z rana i sobie gdzieś pójść. Wstałem o 6 rano gdy słońce wynosiło się nad horyzontem. Otworzyłem oczy i przeciągalnąłem się po czym wstałem z łóżka i poszedłem od razu do łazienki pod prysznic. Po orzeźwiającym prysznicu wyszedłem z kabiny. Wytarłem swoje ciało ręcznikiem po czym owinąłem go wokół swojej tali. Wyszedłem z łazienki i podszedłem do szafy wyciągnąłem z tamtąd bokserki, czarne baggery i bluzę w marihuanę. Ubrałem się nałożyłem jeszcze superstary i wyszedłem z akademii. Postanowiłem pójść do lasu i tak też zrobiłem. Gdy wszedłem do lasu poczułem zapach drzew a potem kwiatów. Poszedłem w swoje ulubione miejsce gdzie była łąka i drzewa który stały a także leżały na ziemi. Gdy dotarłem do tego drzewa wszedłem na drzewo i usiadłem...  Po jakimś czasie usłyszałem śpiew. Wspiąłem się wyżej i patrzyłem kto idzie. W końcu zobaczyłem blond dziewczynę która śpiewała. Podeszła pod drzewo na którym siedziałem i zaczęła chyba zbierać kwiaty. W końcu zaskoczyłem z drzewa.
- Dobre miejsce na wyciszenie się i przemyśleniu kilu spraw...- powiedziała patrząc na mnie i  rozchyliła usta.
Spojrzałem na nią po czym się uśmiechnąłem lekko
- zgadzam się, dlatego tu czasami przychodzę -  odparlem, przypatrzylem się uważnie dziewczynie -  ty chyba jesteś Esther,  prawda?
Dziewczyna spojrzała na mnie dziwnie
- skąd wiesz?  -  zapytała
- doszły mnie słuchy,  że akademii pojawi się ładna blondynka -  zaśmiałem się
Esther?

Od Esther

Był to mój pierwszy dzień tutaj, który zapowiadał się całkiem nieźle. Tanecznym krokiem, dosłownie, weszłam do szkoły. Było już tam całkiem sporo osób. Dostałam karteczkę z potrzebnymi informacjami i kluczykiem do pokoju. Nie wiem jak, ale udało mi się zawlec cały mój bagaż. Moje nowe miejsce zamieszkania było całkiem ładne. Gdy wszystko rozłożyłam na swoje miejsca, wzięłam słuchawki, telefon i wyszłam się przejść. Kiedy tylko opuściłam budynek, moim celem stał się las. Wydawał się być tajemniczy, a to jeszcze bardziej mnie do niego przyciągało. Jednak gdy tylko się tam znalazłam, wyłączyłam piosenkę w telefonie. Puściłam tylko cichą melodyjkę. Przymknęłam oczy, oddychając czystym powietrzem. W pewnym momencie zaczęłam cicho nucić nie zważając na to, że ktoś może tu być i mnie usłyszeć.
https://www.youtube.com/watch?v=3ialPtQuMMg
Podczas śpiewania, szłam wydeptaną ścieżką. Dotarłam tak na małą polanę, położoną w cieniu drzew, gdzie jeszcze chwilę kontynuowałam piosenkę. Usiadłam pod rozłożystym drzewem. Było wokół pełno pięknych kwiatów. Zerwałam kilka i powplatałam sobie we włosy, a z reszty zrobiłam niewielki bukiet. Siedziałam jak zaczarowana. Nagle ni stąd ni z owąd, z górnej gałęzi zeskoczył jakiś chłopak. Blondyn. Musiał tam siedzieć dłuższą chwilę i wszystko słyszeć. Skarciłam się w myśli. Jednak nic sobie zbytnio z tego nie robiłam, a przynajmniej tak to wyglądało z zewnątrz. 
- Dobre miejsce na wyciszenie się i przemyśleniu kilu spraw...- stwierdziłam, patrząc na niego, z lekko rozchylonymi ustami.

<Arek?>

Nowa

Esther Vivian Ramirez

Nowa

Reeve Delilah McCartney

piątek, 29 kwietnia 2016

Od Jade

Były sobie wilki złe wilki złe...
No jasne już nie mam co nucić. Chyba coś nie tak z moją głową.
Odebrałam list ze szkoły, że się dostałam. Milutko. Może to i nie szkoła muzyczna, ale na szczęście dość daleko od żałosnego miasta aniołów.
Miałam pokój zbyt przypominający cukierki, no ale dobra.
Przydzielono mnie do klasy C, i otrzymałam informację, że wieczorem będzie spotkanie integracyjne klasy. Już mi się nie chce.
Miałam nadzieję że chociaż będzie piwo.
Wyszłam zwiedzić zamek, byle nie siedzieć dłużej w pokoju.
Ściany był przyozdobione dość... ironicznie mówiąc ciekawymi obrazami. Za dużo napchane ich tutaj. Co parę metrów były jakieś drzwi.
Plan zamku nie był potrzebny, bo co to za frajda, gdy się człowiek nie zgubi.
Dosyć ciekawie wyglądał las, więc sobie tam poszłam, po drodze wyjmujac papierosy i zapalając. Idealna pogoda na dymek.
Dostrzegłam jakiś ruch między drzewami i podeszłam bliżej. Siedział tam jakiś chłoptaś. No dobra, zawszr to coś.
-ej sory, też się tu uczysz?-zapytałam podchodząc bliżej, ale ten odskoczył jak oparzony.
-tak-powiedział.
Siadłam nie zwracając uwagi na jego minę.
-która klasa?-zapytałam.
-C.
Znów cicha odpowiedź.
-świetnie, więc spotkanie klasowe już odbebnione, bo poznałam jedną osobę.-zgasiłam papieros. i Spojrzałam na chłopaka. Patrzył się jak wystraszony kundelek.
-ejj, nie gryzę, jedynie jak mnie ludzie wkurzą. Jestem Jade. Jade West-wyciągnęłam rękę do czarnowłosego.

[Logan ?  ]

Od Amandy

Tak,pierwszy dzień w nowym miejscu i pierwszy raz w akademi. Zostal mi przydzielony pokuj i lazano mi się rozpakować. Weszłam do środka i wyciągnęlam z walizki pare swoich ozdub typu: wstążki z konkursów , zdjęcia, cytaty. Po czym zabrałam się za rozpakowanie całej reszry. Po jakiejś godzinie wszystko było gotowe. Poinformowano mnie że nie mam dziś lekcji i że przydzielono mnie do klasy A. Zadowolona wyszłam z pokoju pozwiedzazć akademie. Była ogromna... Po południu wiedziałam gdzie co i jak. Zdążylam już pograć chwile w kosza i w nogę. W końcu postanowiłam zaszyć się gdzieś i pograć patrząc jak Brosh się pasie. Kochałam takie momęty. Wzięłam z pokoju gitarę i zeszlam do stajni. Z jedzego z boksów wyprowadzilam Brosh. Klacz spokojnie podążała za mną Pogładzilam ją po pysku i dałam połowę jabłka. Drugą połowę sama zjadłam... Kiedy dotarliśmy na jakąś łąkę usiadłam na dużym kamieniu i zaczęłam sobie coś tam grać. Po chwili usłyszałam kroki jakegoś KTOSIA.
Ktosiu, czy to twoje kroki?

środa, 27 kwietnia 2016

Od Arka cd Katy

Dzień jak codzień... Jest już środa trzeba iść na lekcje, ale jak zwykle dzisiaj się zerwe, bo po co mam siedzieć na tych nudnych lekcjach?
Myślałem sobie tak leżąc w łóżku. Spojrzałem w stronę zegarka było 10 minut po 8. Wziąłem do dłoni telefon i napisałem do brata...
Ja: Siema Dawid! Zrywamy się dzisiaj z lekcji?
Dawid: No spoko możemy się zerwać, a gdzie pójdziemy?
Ja: Może na plażę? Zagramy sobię w piłkę plażowa.
Dawid: O dobry pomysł to ja napiszę do paru jeszcze chłopaków
Ja: Okej.
Odłożyłem telefon i się przeciągnąłem po czym po chwili wstałem. Od razu ruszyłem do łazienki by wziąść zimny prysznic. Po prysznicu ubrałem się i wyszedłem ze szkóły. Czekając na braci i kumpli zapalilem sobie...  Gdy przyszli poszliśmy na plażę. Po godzinie byliśmy na miejscu. Na początku powygłupialiśmy się, a potem zaczęliśmy grać w siatkówkę. Gdy tak graliśmy jeden z nas piłka trafił w jakąś dziewczynę. Brunetka o coś zapytała nie słyszałem o co. Ale nikt się nie odezwał, więc pomyślałem że spytała o nic ważnego. Spojrzałem na zegarek która to godzina. Było po 13.
- ej chłopaki ja już spadam -  oznajmiłem
- a gdzie lecisz?  -  zapytał jeden z moich kumpli
- iść coś zjeść -  zaśmiałem się
Zacząłem iść w stronę szkoły a raczej akademii.
Katy?

Od Logana

Machałem beztrosko nogami siedząc na jakimś murku, który był porośnięty lianami i mchem. Mój wzrok tkwił w różowym kwiecie, który wydawał się zwyczajną rośliną. Zacząłem rozmyślać jak to jest nią być. Tak naprawdę to ten kwiat jest mięsożercą. Gdy obok niego przechodzi jakieś żywe stworzenie z mięsa i kości, wypuszcza swoje korzenie na powierzchnie, łapie ofiarę i rozrywa ją na szczątki zjadając ją. Polubiłem ten kwiat.
- Tak samo jak ja nie lubisz być głodny – odparłem z uśmiechem, jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Roślina się nie ruszyła. Odchyliłem się do tyłu, prawie że wypadając z murku, jednak tak naprawdę mogłem sobie wychylać się ile chce, to i tak utrzymam równowagę. A po za tym jeśli spadnę to co?
Burczenie w brzuchu przerwało mój spokój, który zdecydowanie trwał za długą. Strasznie mi się nudziło, więc zacząłem sobie na nowo wyszywać wzory na ręce, wyciągając czerwoną mulinę, którą sobie ozdobiłem skórę kilka dni temu. Teraz jedyne co zostało mi po tym, to czerwone ślady z krwią, która spływała po mojej skórze. Przez głód nawet nie nawlekłem nici na igłę, więc tylko ją schowałem do kieszeni i zeskoczyłem z cegieł i się rozejrzałem.
- Głodny jestem – powiedziałem smutno patrząc na swój brzuch i go głaszcząc. Akurat w tym momencie ujrzałem parę czerwonych oczu. Na ich widok uśmiechnąłem się radośnie. – Jedzonko! – krzyknąłem uradowany i w ciągu jednej sekundy spod płaszcza wyciągnąłem dwa sztylety, a z krzaków wyskoczył biały tygrys w czarne plamy. Wystarczyło skoczyć i przejechać mu nożami po grzbiecie. Z raz zaczęła lecieć krew, która skapywała na zieloną trawę. Chciałem kontynuować zabawę, jednak ta dziwna mięsożerna roślinka chwyciła moje śniadanie korzeniami. Zwierzę zaczęło się szamotać, a roślina już mu połamała tylną łapę, a przednią oderwała od ciała. Gdy na to patrzyłem, jednocześnie posmutniałem i się zdenerwowałem. – Miałeś się ze mną bawić! – krzyknąłem oburzony, po czym skoczyłem na roślinę tnąc jej wszystkie kończyny nie zwracając uwagi na pół martwe zwierzę. Zacząłem się śmiać. – Trzymaj się! Trzymaj się! – krzyknąłem rozbawiony, gdy kwiat przestał się ruszać, gdy tylko podciąłem mu wszystkie korzenie. Stracił nawet kolorek. – Bez krwi to nie to samo – odparłem trochę smutny i podszedłem do tygrysa. – Trzymaj się! – powtórzyłam i wydłubałem mu oczka, które po chwili zjadłem z rozkoszą. Mój brzuch domagał się więcej, więc zacząłem ciąć kotka na kawałeczki. Krew się lała wszędzie, a jego mięso było wokół mnie. Było takie soczyste, ta woń krwi… Od razu poczułem się o wiele lepiej, a do tego zabawa była udana. Wstałem i wróciłem na murek. Zacząłem iść po nim, ale na rękach. Zamknąłem oczy i szedłem prosto przed siebie, nie zwracając na to, że byłem całkowicie ubrudzony krwią, jak i pewnie śmierdziałem surowym mięsem. Po chwili poczułem jak moje palce o coś się wplątują i nagle zacząłem spadać. Wraz z upadkiem z murka usłyszałem czyjś jęk. Musiałem na kimś wylądować.
A w rzeczywistości to spadłem z drzewa. Tak, z drzewa. Gałąź się połamała, a ja wylądowałem na twardej ziemi, która była pokryta suchą trawą. Gdy spadałem uderzyłem ciałem o parę gałęzi, co spowodowało ogromny ból na ciele. Przez chwilę leżałem na ziemi jęcząc z bólu, próbując sobie uświadomić co się właśnie stało. Gdy mój umysł przyswoił już upadek z drzewa, trzeba było sobie odpowiedzieć na nowe pytanie. Skąd się tu wziąłem? Otworzyłem oczy i się podniosłem. Było już jasno, a ja miałem podarte ubranie i cały w błocie. Do tego byłem podrapany i miałem rany, z których już na szczęście krew nie leciała.
- Wszystko w porządku? - usłyszałem jakiś głos, jednak strasznie stłumiony. Normalnie to bym się już połamał, ale dzięki wilkołakowi w tej chwili odczuwam ogromny ból. Odwróciłem głowę, aby spojrzeć na rozmówce, ale w tej chwili kilka gałezi spadło na moją głowę. Usłyszałem tupot stóp, a po chwili ktoś zaczął zdejmować ze mnie drewno,
- Jeszcze... Żyje... - wesytchnąłem, a mój głos się strasznie łamał. Osoba pomogła mi wstać, chociaż nie czułem swoich nóg.
- Jak się nazywasz? - głos nadal był stłumiony, przez co nie mogłem odróżnić płci, do tego widziałem jak przez mgłe. Na szczęście osoba była blisko i pomagała mi się utrzymać na nogach, dzięki czemu zrozumiałem jej pytanie.
- Logan - odparłem, chociaż nie byłem pewny tego, aby wydawać swoje imię. - A ty? - spojrzałem w oczy tego kogoś.

<Ktoś?>

Nowa

Adelaide Kane

Nowa

Christine Brinley

Nowy

Logan Henderson