Dzień jak codzień... Jest już środa trzeba iść na lekcje, ale jak zwykle dzisiaj się zerwe, bo po co mam siedzieć na tych nudnych lekcjach?
Myślałem sobie tak leżąc w łóżku. Spojrzałem w stronę zegarka było 10 minut po 8. Wziąłem do dłoni telefon i napisałem do brata...
Ja: Siema Dawid! Zrywamy się dzisiaj z lekcji?
Dawid: No spoko możemy się zerwać, a gdzie pójdziemy?
Ja: Może na plażę? Zagramy sobię w piłkę plażowa.
Dawid: O dobry pomysł to ja napiszę do paru jeszcze chłopaków
Ja: Okej.
Odłożyłem telefon i się przeciągnąłem po czym po chwili wstałem. Od razu ruszyłem do łazienki by wziąść zimny prysznic. Po prysznicu ubrałem się i wyszedłem ze szkóły. Czekając na braci i kumpli zapalilem sobie... Gdy przyszli poszliśmy na plażę. Po godzinie byliśmy na miejscu. Na początku powygłupialiśmy się, a potem zaczęliśmy grać w siatkówkę. Gdy tak graliśmy jeden z nas piłka trafił w jakąś dziewczynę. Brunetka o coś zapytała nie słyszałem o co. Ale nikt się nie odezwał, więc pomyślałem że spytała o nic ważnego. Spojrzałem na zegarek która to godzina. Było po 13.
- ej chłopaki ja już spadam - oznajmiłem
- a gdzie lecisz? - zapytał jeden z moich kumpli
- iść coś zjeść - zaśmiałem się
Zacząłem iść w stronę szkoły a raczej akademii.
Katy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz