niedziela, 22 maja 2016
Od Reeve do Arka
- Wiesz ile mnie takie gadanie obchodzi… - blondyn przewrócił oczami.
- Wiem doskonale, jednak… - zawahałam się. – Nieważne, muszę iść na geografię, do zobaczenia.
Przytuliłam go szybko na pożegnanie i poszłam do stołówki, a później na lekcję. Zajęcia minęły dość szybko, szczególnie dlatego, że miałam przyjemność obserwować plastika kłócącego się z nauczycielką. Rozumiem, że ona lubi makijaż i tak dalej, ale żeby przychodzić z mega dekoltem na lekcje i przez to zaliczać przedmioty prowadzące przez męską część grona pedagogicznego… Na szczęście nie wszyscy dawali się podpuścić. Wracając do tej laski, to krążyły słuchy, że przespała się z jednym z nauczycieli, ale to chyba tylko plotki. Po odrobieniu lekcji, spacerze z Aki oraz krótkim treningu z Serapisem, zapukałam do pokoju Arka.
Arek?
Od Logana cd. Jade
- A może gdzieś położyłaś w inne miejsce? - to jest pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy. Jade patrzy na mnie jak na idiotę, więc nawet nie kontynuujemy. Wychodzimy z pokoju i idziemy w stronę naszego wychowawce, który także uczy astronomii. Gdy jednak tłumaczymy nauczycielowi całą sytuację, jego twarz wskazuje na to, że to gdzieś. Jedynie poradził nam, abyśmy dobrze poszukali w pokojach. To pożądnie rozłościło czarnowłosą. Przez cała drogę powrotną próbuje ją uspokoić, ale na nic.
Siedzimy w moim pokoju i się zastanawiamy. Idę zagotować wodę na herbatę, aż wpadam na pewien pomysł.
- A może to Harry i Lucas? - wracam do pokoju z dwoma herbatami, a jedną podaję Jade. - Oni przecież też mają byka - dodaję i siadam na krześle.
<Jade?>
piątek, 20 maja 2016
Od Logana cd. Zoe
Budzę się dosyć wcześnie, nie nogę spać. Może to przez świadomość, że w moim pokoju śpi dziewczyna, a za takie nocowanki są kary. Tak, to chyba niepokój mnie zbudził. Przez godzinę głównie siedziałem przez laptopem ze słuchawkami w uszach i oglądałem film "Więzień Labiryntu". Jest na prawdę ciekawy, od zawsze lubiłem tego typu rzeczy.
Nagle do moich uszu dociera niepokój Zoe. Zaczyna się kręcić, w oczach pojawiają się łzy, a z jej ust wydobywa się jakieś mruczenie, z tonem strachu. Gdy dotykam jej ramienia, budzi się jak poparzona. Otwiera oczy, patrzy na mnie ze strachem po czym przesuwa się na koniec łóżka do ściany. Zabieram rękę.
- Spokojnie - odzywam się łagodnym głosem, po czym podchodzę do końca łóżka i siadam na nim przodem do dziewczyny. - Miałaś koszmar? - bardziej stwierdzam niż pytam. - Chcesz coś do picia? - pytam dalej tym samym spokojnym tonem co wcześniej.
<Zoe?>
wtorek, 17 maja 2016
Od Arka cd Reeve
Walka była posta bardzo prosta szybko zniszczyłem tego gościa. I nie byłem ranny w sumie mało co dostałem. Następnego dnia poszedłem do dziewczyny ta otworzyła drzwi i mnie przytuliła ale ostrożnie
- nic ci nie jest - powiedziała i się wtulila we mnie
- no mówiłem że mi nic nie bedziev- powiedziałem
Położyłem ręce na jej plecach i ja przytuliłem. Dłuższą chwilę tak staliśmy. Nagle zacząłem się śmiać. Dziewczyna odsunela się ode mnie i spojrzała na mnie dziwnie
- Co - zapytała
- aż tak się steskinilas czy się aż tak o mnie balas?
- To i to powiedziała
- o jak miło ale jak widzisz nic mi nie jest gość był słaby w uj
Reeve
Od Reeve do Arka
Blondyn odszedł, a ja chcąc, nie chcąc musiałam wrócić do pokoju, gdzie rozłożyłam się na łóżku, dzierżąc w jednej ręce książkę, a w drugiej colę. Aki przytulona do mojego boku, co jakiś czas pochrapywała uroczo. Kiedy wypiłam cały napój odłożyłam pustą butelkę i wolną ręką zaczęłam drapać sunię za uchem. Mój spokojny wieczór przerwał telefon.
- Hej Riv - usłyszałam cichy śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- Cześć misiaku, co tam u was?
- Mama robi mi kolację, a tata jest w swoim biurze. Diana ma gości i... co to jest wibrator? - zadał pytanie maluch.- Bo koleżanki mówią, że jej się to przyda.
- Spytaj się mamy, kochanie - odpowiedziałam starając się nie wybuchnąć śmiechem. Gadaliśmy jeszcze przez chwilę, ale zakończyliśmy rozmowę, kiedy oczy zaczęły mi się kleić. Po wzięciu prysznica i przygotowaniu się do jutrzejszych lekcji poszłam spać.
Jak zwykle obudził mnie dźwięk budzika. Szybko się ubrałam i wyszłam z Aki na poranny spacer, a kiedy wróciłam zrobiłam sobie lekki makijaż i poprawiłam fryzurę. Właśnie miałam wyjść z pokoju, ale usłyszałam pukanie do drzwi.
Podeszłam do nich i otworzyłam je, a widząc stojącego w nich blondyna przytuliłam go ostrożnie, bojąc się, czy w razie gdyby miał jakieś rany, nie zrobię mu krzywdy.
- Nic ci nie jest - wyszeptałam wtulona w jego pachnącą potem, czystym powietrzem i papierosami koszulkę.
Arek?
od Zoe cd Logan
Poczułam przeszywające mnie zimno. Zamrugałam kilka razy, by mój wzrok się przyzwyczaił się do panującej wokół ciemności. Powoli usiadłam i zauważyłam ze znajduje sie na środku ulicy. " Co ja tu do cholery robię?! " - pytałam sie w myślach. Wstałam na równe nogi, nadal nie mogąc rozpoznać tego gdzie się znajduje. Nie było sensu siedzieć tu bezczynnie, wiec ruszylam gdzieś wzdłuż ulicy. Szłam tak już dobrych kilkanaście minut. Niebo było bezchmurne, a mimo to ulice ciemne.
- Myśl, Zoe. Jak się tu znalazłaś? - powiedziałam cicho pod nosem - Nic nie pamietam.
Nagle zobaczyłam przed sobą mocne światła... samochód? Nie wiem. Zaczęłam biec truchtem w tamtą stronę. Światło zaczęło nabierać kształt. Był to motor. Taki sam na mój brat! Mimowolnie zakrylam usta ręką i podeszłam bliżej. Na ziemi tuż obok maszyny zobaczyłam wcześniej wspomnianą osobę. Kicnęłam obok.
- Max! Słyszysz mnie? - krzyczalam zaplakana.
- Uciekaj... - szepnął.
- Co? Dlaczego?!
Zanim zdążył mi odpowiedzieć, zauważyłam wysokiego mężczyznę stojącego obok czarnego audi. Nie wyglądał na miłego.
- Teraz twoja kolej - powiedział zachrypniętym głosem i wszedł do auta.
Oślepiło mnie światło reflektorów. Mimowolnie zamknęłam oczy. Kiedy z powrotem je otworzyłam auto było tuż przedemna. Zaslonilam się rękami i zaczęłam krzyczeć.
Gwałtownie usiadłam na łóżku. Byłam cała spocona. Oddychałam bardzo szybko. "Gdzie jestem?" - pomyslalam, ale chwilę potem przypomniałam sobie o Loganie. Zakryłam twarz dłońmi. Po chwili ktoś dotknął mnie w kolano. Przestraszona podskoczyłam chyba dwa metry w górę...
<Logan?>
poniedziałek, 16 maja 2016
od Jade c.d Logana
Na pytanie od czego zaczynamy, Logan zaproponował przeszukanie Internetu.
-mam lepszy pomysł. Ty zajmij się Internetem a ja poszukam w podręcznikach do astronomii -powiedziałam kładąc na biurku dwie książki od astronomii z 1990 roku.
-skąd masz takie rzeczy?-zapytam chłopak przeglądając książki.
-mapa nieba to prezent a podręczniki no cóż, kiedyś astronomia byla oddzielnym przedmiotem obowiązkowym w liceum-wzruszylam ramionami.
Zabraliśmy się do pracy. Każdy z nas zapisał informacje na kartkach a później metodą porównania zebraliśmy w kupę info i po kolei o wszystkim napisaliśmy. O kącie położenia, rozmieszczeniu gwiazd i tak dalej. Na koniec zdjęłam moją mapę.
-czemu ją chowasz?
-przyda się gdy będziemy przedstawiać referat. Inni będą mieć fotki, a my mapę led która świeci w ciemności.
Chłopak się uśmiechnął, również uznając to za dobry pomysł.
Oryginalnie czyli tak jak lubię najbardziej.
Gdy skończyliśmy, byla pora kolacji. Zeszliśmy razem, a później rozeszliśmy do własnych pokoi.
W nocy słyszałam jakiś chrobot za drzwiami. Ale pewnie to jakiś uczeń się pałętał po nocy.
Obudziłam się rano wyspana. W dobrym humorze i przez okno zapaliłam papierosa. W połowie palenia mój wzrok przyciągnęło biurko, a raczej brak na nim ważnej rzeczy.
-moja mapa!-krzyknęłam bardziej do siebie niż do kogoś bo pokój byl pusty.
Zgasilam fajka jeszcze w piżamie. (leginsy i czarna koszulka nie gorszą) poleciałam do Logana.
-ktoś zwinął nam mapę -zawolalam wpadając jak petarda do jego pokoju.
Na początku nie ogarniał o co mi chodzi. Dopiero po dłuższej chwili sobie to uświadomił. No bo w końcu nie co dzień dziewczyna wpada do pokoju z krzykiem.
-jak to... Kto gdzie-zaczął a ja pokręciłam głową.
-nie wiem
-no dobra, na początek się ubierz. Nie żebyś źle wyglądała...-powiedział-i pójdziemy zgłosić to komuś.-dodal.
Wróciłam do siebie i sie ubralam. Zamiast na lekcje, poszliśmy od razu do wychowawcy.
-ktoś ukradł mi moją mapę nieba. Moją własność i rekwizyt na referat z fizyki -powiedziałam nauczycielce.
(Logan?)
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na dziewczynę i westchnęłam. Wziąłem jej rękę i zabrałem od siebie.
- Reeve - zacząłem
Ta dalej na mnie patrzyła z błagalnym spojrzeniem na mnie.
- Reeve - mruknąłem - ja musze jechać
- proszę nie jedź - powiedziała
- Reeve wiesz ze musze
- Nie musisz - powiedziała
- tak muszę, nie bój się nic mi się nie stało - mruknąłem
Przytuliłem dziewczynę do siebie
- Nie przejmuj się mną ja dam sobie radę
Pocałowałem dziewczynę w czoło.
- pa kicia - odparlem
Zamknąłem drzwi od pokoju i poszedłem
Reeve
Od Reeve do Arka
- Ta...Tak przyjadę... I tak wygram... Zobaczymy - blondyn rozłączył się.
Spojrzałam na niego pytająco i zadałam pytanie:
- Kto to?
- Muszę wyjechać - nie odpowiedział.
- Po co? - drążyłam temat, znając odpowiedź.
- Mam walkę - odparł.
- Zrezygnuj z niej - nakazałam, wiedząc, że i tak mnie nie posłucha.
- Nic z tego - odpowiedział i spróbował wyjść.
- Arek... proszę - w miarę możliwości odepchnęłam go i złapałam za rękę.- Proszę.
Chociaż spróbował wyrwać rękę, nie pozwoliłam mu na to. Wlepiłam w niego błagalne spojrzenie.
Arek?
niedziela, 15 maja 2016
Od Arka cd Reeve
Dziewczyna poszła zrobić ten niby projekt. Gdy wyszła westchnąłem.
- Co ja kurwa Robie - powiedziałem sam do siebie
Położyłem się na łóżku i patrzyłem w sufit. Zacząłem się bić z myślami. Lubiłem strasznie Reeve i w ogóle ale... No właśnie ale... Nie to jest bez sensu to nie powinno się zdarzyć.. Nagle z moich zamyslen wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wstałem z lekka nie chęcią. Otworzyłem drzwi a w nich stała Reeve. Chciałem ja wpuścić do siebie ale ona powiedziała
- Nie...bo...- przerwała - Zapomnijmy o tym wcześniej, ok?
Spojrzałem na nią swoim wzrokiem. Trochę się wnerwilem ale ona ma rację
- masz rację zapomnijmy o tym to nie powinno się zdarzyć - powiedziałem
Odwróciłem od niej wzrok. Patrzyłem się wszędzie ale nie na nią. Nagle zadzwonił telefon odebrałem.
- ta... Tak przyjadę... I tak wygram... Zobaczymy - rozlaczylem się
Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
- kto to? - zapytała.
- muszę wyjechać
-po co?
-mam walkę
_ zrezygnuj z niej
- nic z tego
Reeve
Od Reeve do Arka
Na początku wszystko było dobrze, ale później ogarnął mnie stres wymieszany ze strachem. Przegryzłam wargę i usiadłam, strącając ręce chłopaka z mojego ciała.
- Em... wystarczy - mruknęłam, trochę się odsuwając.- Muszę iść, mam jeszcze do zrobienia projekt.
- Projekt? - uniósł jedną brew. Wiedział, że zwyczjnie chcę stąd wyjść.
- Tak, z biologi - skłamałam, podnosząc się i błagając, żeby nie spytał o nazwę działu.
- W takim razie, do zobaczenia później - patrzył na mnie z tym swoim uroczo - denerwującym uśmiechem.
- Taa...do zobaczenia - podniosłam sunię i wróciłam do swojego pokoju, gdzie od razu odpaliłam komputer. Zalogowałam się na pocztę elektroniczną i sprawdziłam czy są jakieś nowe wiadomości, a następnie zagrałam w Wiedźmina, ale to już na konsoli.
Po godzinie lub dwóch, postanowiłam zabrać sunię na wieczorny spacer po lesie. Podczas przechadzki po głównej ścieżce, ustawiłam z gałęzi kilka przeszkód, przez które później skakała Aki.
***
Po zabawie, wróciłam do akademii i choć chciałam uwalić się na łóżku, musiałam coś załatwić. Z cichym westchnięciem wyszłam ze swojego pokoju i skierowałam się do Arka. Otworzył drzwi, jednak ja nie weszłam do środka.
- Nie...bo...- nie wiedziałam co mogę powiedzieć, w końcu zebrałam się w sobie i powiedziałam - Zapomnijmy o tym wcześniej, ok?
Arek?
Od Arka cd Reeve
-chodź tu kujonie - powiedziałem do dziewczyny
Po chwili złapałem dziewczynę w pasie i przyciągnąłem ja ze leżała na mnie. Patrzyłem jej w oczy i nawet nie wiem kiedy się pocalowslismy. Nagle to się stało pocałowałem ja namiętnie. Moje ręce poszły do jej tyłka i zacząłem go lekko zciskac. W końcu dziewczyna odsunrla się ode mnie a ja dalej ja trzymałem za tylek.
-mmm nieźle całujesz - powiedziałem z uśmiechem
Dziewczyna bardziej się zaruminila
- ooo jaki słodki buraczek - mruknąłem jak kot
Zcisnalem jej lekko tylek
- powiem że nie tylko dobrze całujesz ale też masz niezły tylek - powiedziałem
Dziewczyna patrzyła na mnie swoimi ładnymi oczami. Zaśmiałem się cichutko. I nagle mocniej zcisnalem jej tylek zw trochę zasyczala ale zacząłem go masować. Nagle puściłem z rąk jej tylek u dziewczyna zjawiła się pode mnom. Położyłem jedna dłoń na jej prawym udzie a druga na jej głowie i patrzyłem jej w oczy
Reeve
Od Reeve do Arka
Dałam blondynowi pstryczka w nos i zaśmiałam się.
- Fajniej to będzie jak spokojnie położę się obok, kotku.
Zsunęłam się z niego i już miałam wygodnie się ułożyć, ale coś mi się przypomniało.
- Cholercia! Mam jutro sprawdzian z chemii...cholerka! - zaczęłam klnąć i podniosłam się szybko. - Arek, zajrzę dk ciebie jak nauczę się przynajmniej połowy tego tematu!
Pobiegłam do pokoju, zostawiając Aki u Arka. Wiedziałam, że u niego nic jej nie grozi. Ślęczałam nad książkami dobre dwie godziny, przy okazji odrabiając pracę domową. Kiedy poczułam, że jeśli dowiem się czegoś jeszcze, łeb mi eksploduje, zamknęłam podręcznik. Spokojniejsza wróciłam do pokoju chłopaka. Od razu położyłam się między sunią, a nim.
- Udało się?
- Tak, powinnam dostać conajmniej trójkę - zaśmiałam się cicho.
- Chodź tu, kujonie - tak samo jak poprzednio złapał mnie w pasie i położył na sobie. Jakoś tak wyszło, że nasze usta złączyły się w pocałunku, a moje policzki przybrały kolor dojrzałych pomidorów.
Arek?
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na dziewczynę i się cicho zaśmiałem. Dłuższą chwilę się śmiałem i śmiałem.
- z czego się śmiejesz - zapytała.
- z tego że z matką raczej nie będę gadał
- dlaczego?
- bo nie jest mi do niczego potrzeba - powiedziałem i trochę spowaznialem- jak dla mnie....
- Co?
- jak dla mnie ja nie mam rodziny, a braci traktuje tylko jak kolegów - odparlem
- jak kolegów?
- tak ja nawet im nie ufam więc wiesz_- mruknąłem
- Czyli można powiedzieć że jesteś sierota?
- tak i tego się trzymajmy
Puściłem do dziewczyny oczko. I się słodko do dziewczyny uśmiechnęłam. Nagle zlapałem ja w pasie i pociągnąłem do siebie że dziewczyna leżała na mnie.
- o wiele fajniej - zaśmiałem się
Reeve?
Od Reeve do Arka
- Jak to nikt? Masz braci… podobno odnowiłeś z nimi kontakt.
- No i co z tego? – otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- Dużo! Oni będą się o ciebie martwić! Moim zdaniem twoje rozumowanie jest trochę głupie – podniosłam głos, po czym szybko go ściszyłam.
- Naprawdę? Coś nowego – skomentował ironicznie, a ja swoim zwyczajem przewróciłam oczami. Wzięłam głęboki oddech i po chwili wahania powiedziałam:
- Skąd masz pewność, że nikt nie będzie po tobie płakał? Może… jest ktoś jeszcze… ja na przykład – zająknęłam się, ale ciągnęłam dalej poważnym głosem – Jesteś moim przyjacielem Arek… i uwierz mi lub nie, ale ja na pewno będę za tobą tęsknić. Jestem też pewna, że uda ci się poprawić relacje z matką… a jeśli nie to…
- To co? – przełknął głośno ślinę. Blondyn patrzył na mnie wyczekująco.
- Jej strata – spróbowałam się uśmiechnąć.
Arek?
piątek, 13 maja 2016
Od Malii C.D Isaaca
Nie miałam pojęcia czy Shiloh działa mi na nerwy czy odwrotnie. Tak pół na pół, w zależności od sytuacji. Zaczęłam się jednak poważnie zastanawiać nad tym, dlaczego Isaac czerpie taką radość z moich upadków, a zamiast pomóc woli powiedzieć „Za chwilę”. Najlepsze jest jednak to, że nie zajmował się wtedy niczym innym, tylko obserwacją.
– Z chęcią się z tobą zgodzę – wykrztusiłam, spoglądając błagalnie spod przemoczonych pasm włosów.
Wright pogłaskał dumnie Shiloh'a, a po chwili zawołał pozostałe psy.
– Mam nadzieję, że wytrze się o twój dywan. – spojrzałam na Isaaca, a zaraz potem na Shiloh'a.
– Może zdąży trochę przeschnąć – odparł z nadzieją w głosie.
– Takie futro? – nie ukrywałam niedowierzania, lecz po chwili głośno odetchnęłam. – Rób co chcesz, mi strasznie mokro – chwyciłam skrawek swojej koszulki i mocno ją ścisnęłam; woda sączyła się długim strumykiem, dopóki ten nie przeistoczył się w kilka bliźniaczych kropelek.
– Nie wiem czy mam serce przerywać im bieganinę – Wright spojrzał w dół, gdzie nieustępliwie spoglądały na niego cztery pyszczki.
– Shiloh nie zasługuję – prychnęłam z udawanym poirytowaniem, lecz po chwili mój kącik ust zadrżał.
Nim wróciliśmy do akademii, powstała dyskusja na temat kawowych upodobań. Nie były to jakieś niespełnione oczekiwania – prosta kawa, idealna na długie rozmowy. Niestety, w takim stanie nie mogliśmy od razu odwiedzić budynku. W ramach tego w przyspieszonym tempie przechodziliśmy przez kolejne schodki, prowadzące na czwarte piętro. Isaac wraz z gromadką psów zahaczył o swój pokój, a ja o swój. Ledwo zamknęłam drzwi, a już ściągnęłam z siebie koszulkę i spodenki, w poszukiwaniu suchych ubrań. Gdy tylko poczułam niesamowitą wygodę, spowodowaną suchym odzieniem, zajęłam się suszeniem włosów. Nie zajęło to długo, dlatego już po chwili błyskawicznie otworzyłam drzwi, wpadając na kogoś. Bark tajemniczego mężczyzny z impetem uderzył o drewno, niżeli ono o niego. Zmarszczyłam brwi, zdziwiona. Na mojej twarzy zagościła nadzieja, że to Isaaca niechcący potrąciłam, jednak to zupełnie obca płeć brzydka.
– Możesz, z łaski swojej, uważać jak chodzisz? – odezwał się pierwszy, z irytacją w głosie.
– Eee... – zaczęłam wymijającym stękaniem – sorry – już chciałam go ominąć, gdy jego dłoń zacisnęła się w okolicach mojej szyi.
– To nie było szczere.
– Jestem najszczerszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałeś – iskry stanęły w moich oczach. - Widocznie nie każdy jest wart czegoś więcej – zmierzyliśmy się spojrzeniami.
Kątem oka dostrzegłam, jak mężczyzna podnosi rękę. Już miałam poczuć na skórze wyrok tego psychopaty, jednak ocaliło mnie szczeknięcie Shiloh'a wychylającego się zza uchylonych drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę. Po chwili przed psa wyszedł zdziwiony Wright, widocznie nie zdążył nałożyć na siebie koszulki, bo robił to w tej chwili.
– Nic się nie dzieje. Mała dyskusja – machnęłam dłonią, z obojętnością w głosie. To brzmiało jak błahostka.
Shiloh nadal szczekał, a Isaac spoglądał z lekko zmarszczonym czołem.
– Odsuniesz się już, psycholu? – warknęłam, niczym zwierzę i skierowałam spojrzenie na tajemniczego mężczyznę. – Mam lepsze plany.
Nie miałam pojęcia, kim był ten gość. Wyglądał na tutejszego ucznia, ale był totalnie pomylony. Jego podwinięte rękawy ujawniały wyraźne ślady po ukłuciach na szarej, niemal bezbarwnej skórze.
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na nią i tylko spojrzałem nie wiedziałem co odpowiedzieć. Zamknąłem oczy.
- po prostu nie chciał mnie - powiedziałem
- jak to nie chciał - zapytała chyba była w szoku i otworzyła buzie ale ja tego nie widziałem
- po prostu on mnie nie chce- powiedziałem - byłem najgorszy co złego to szło na mnie i w ogóle szkoda gadać
Na chwilę zapanowała cisza. W końcu ja przerwalem
- pewnie fajnie mieć rodziców i w ogóle, ale szczerze mówiąc lubię to życie jakie mam - powiedziałem
W tedy otworzyłem oczy i spojrzałem na dziewczynę
- a dlaczego je tak lubisz?
Zaśmiałem się pod nosem i ponownie zamknąłem oczy.
- kiedy idę ma ring działam w 100% i daje z siebie wszystko. Ryzykuje jak tylko można i nie muszę się martwić że ktoś się o mnie martwi albo - przerwalem - albo po prostu na ringu może ktoś mnie zabić i ja się tym nie przejmuje bo nie mam nic do stracenia i wiem że nikt po mnie nie będzie płakał ani nic - skończyłem
Oddychalem powoli i czekałem na kolejne pytanie dziewczyny
Reeve
Od Reeve do Arka
- W sumie, też sposób - uśmiechnęłam się krzywo.
- A jak to było u ciebie? - spytał blondyn.
- Było kilku...ale to stare dzieje - westchnęłam i przewróciłam oczami. - Oni też lubili się zabawić, ale jak już mówiłam nie chcę do tego wracać. Było minęło, prawda Aki?
Sunia podniosła głowę na dźwięk swojego imienia i podbiegła do mnie, łasząc się do mojej nogi, która zwisała z łóżka.
- W każdym razie...musisz iść do pielęgniarki, albo lekarza - zmieniłam temat, nie chcąc gadać o byłych chłopakach.
- Co? W życiu - zaprotestował, kładąc się ponownie.
- Ale to może być poważna rana.
- Nie, daj mi spokój Reeve.
- Cholerka...przynajmniej pozwól mi zmienić ci opatrunek, bo wda ci się zakażenie i będziesz się męczył - powiedziałam, chcąc mu pomóc.
- Byle szybko - mruknął, a ja powtórzyłam to co zrobiłam wczoraj. Później położyłam się obok niego, a Aki wtulona w mój bok, drzemała co jakiś czas cicho pochrapując.
- Wiesz co? Współczuję ci tej ucieczki z domu...
- Niby czemu? - prychnął.
- Jak ja byłam mała... - zaczęłam i usiadłam podkurczając nogi. - ...mama zawsze wieczorem robiła mi kakao. Kiedy byłam smutna pocieszała mnie i starała się rozśmieszyć. Spędzałam całe popołudnia na zabawie z rodzeństwem, najpierw z siostrą, a po rozwodzie rodziców z bratem. Rodzice i mój ojczym zawsze się o nas troszczyli. Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez nich. A o co poszło z twoim ojcem?
Arka?
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na nią i się cicho zaśmiałem. Ale po chwili spowaznialem.
- matka jak to matka trzyma z ojcem - odparlem - widziałem ją może z 3/4 lata temu - zaśmiałem się - ferie i święta? Spędzam sam wyjeżdżam w góry tam mam taką chatke i tam spędzam sam tam dni, czasem bracia wpadają ale to czasem.
- a dlaczego czasem? - zapytała
- bo im nie pozwalam na to by do mnie przyjeżdżali i w ogule nigdy nie wiadomo co może się stać - powiedziałem - a po za tym ojciec nie chce byśmy mieli ze sobą kontaktu no ale chłopaki robią mu na złość tak jak ja
- kijowo trochę - odparła
- dlaczego - spytałem kładąc się obok dziewczyny
- no bo... - nie dokończyła - powiedz ile jesteś sam?
- ojj z 12 lat będzie - zaśmiałem się - tak szczerze mówiąc sam na wszystko zaproacowalem ale się opłacało
- a dziewczyny? Ile ich miałeś i czy na długo?.
- hah z dziewczynami to było różnie - powiedziałem - nie które jeśli z nimi chodziłem to maks na dwa tygodnie a tak to co noc inna... Każda myślała że zatrzyma mnie więcej niż jedną noc ale się nie udawało. Cały czas zmywalem się zanim się obudziły - powiedziałalem
Reeve?
Od Reeve do Arka
Przegryzłam nerwowo wargę i usiadłam obok niego. Złapałam go za rękę i powiedziałam:
- To bardzo źle, wiesz?
- Yhym...
- Pójdę po maść na twoje podbite oko - zmieniłam temat. Chłopak kiwnął lekko głową, a ja pobiegłam do swojego pokoju, aby po chwili wrócić z maścią i psem. Aki widząc znajomą osobę, chciała się rzucić na Arka, ale uniemożliwiłam jej to złapaniem za obrożę. Zdziwiona sunia, położyła się na podłodze i spojrzała na mnie skruszona. Zachichotałam na jej smutny wzrok i podrapałam psinkę za uszami, przez co rozchmurzyła się. Następnie usiadłam obok chłopaka i ostrożnie nałożyłam mu trochę maści na siniaka. Kiedy zaczęłam delikatnie wklepywać maź blondyn syknął z bólu.
- Cholera...przepraszam - cofnęłam dłoń i zakręciłam tubkę z kremem. Odłożyłam ją na biurko i położyłam się na łóżku, obok siedzącego wciąż chłopaka.
- Skoro nie masz dobrego kontaktu z ojcem...to co z matką? I gdzie spędzasz święta, wakacje i ferie?
Arek?
Od Logana cd. Zoe
Dostrzegam jak Zoe leży na łóżku. Jeszcze przez chwilę opowiadam jej pewną historię, aż zamykam usta. Wstaję i podchodzę na leżącej dziewczyny. Ma zamknięte oczy. Śpi. Widocznie ten płacz i smutek, o którym później zapomniała, zmożył ją. Gdy widzę jak leży, uśmiecham się. Jest na prawdę słodka. Patrzę na zegarek, który wskazuję godzinę osiemnastą. Postanawiam jej nie budzić. Tylko gorzej, jeśli zostanie do rana. Nie chcę jej budzić, a nie przeniosę jej do pokoju, gdyż po pierwsze nie jestem silny, a po drugie, co jeśli ktoś mnie zauważy? Ostatecznie musi tu zostać. A to tylko dlatego, że nie mam serca jej budzić. Podnoszę jej nogi i kładę je na łóżko. Pod głowę daję poduszkę, po czym ją okrywam. Jest dosyć chłodno, więc oby się nie obudziła, pezez zimno. Sam zaś idę do kuchni coś zjeść.
I tak mijają minity... Godziny...
A ona śpi.
W końcu sam się robię senny. Umyłem się i w samych bokserkach wskakuję do łóżka. A w rzeczywistości, to kładę się na kanapie. Nie muszę bać się, że zmarznę, gdyż zawsze jest mi gorąco gdy śpie. Zoe śpi jak kamień, więc spokojnie mogę gasić światło i iść spać.
<Zoe?>
Od Logana cd. Jade
Przyglądam się uważnie gwiazdozbiorowi na ścianie. Jest cudny. Wygląda prawie że jak oeyginalne gwiazdy na niebie, a może są nawet ułożone tak samo. Gdy byłem mały miałem teleskop, dzięki któremu mogłem się przyglądać najtrudniejszym znakom. Jednym z łatwiejszych był byk.
- To jest cudowne - pierwszy raz od bardzo dawna uśmiecham się z zachwytu. Interesuje się astronomią, do tego robię o tym projekt, z kimś, kogo lubię. Do tego ten ktoś ma takie coś! A niby piątek trzynastego jest pechowy. Raczej nie dla mnie.
- To od czego zaczynamy? - pyta Jade siadając na krześle i kierując wzrok na mnie. Przenoszę swój wzrok ze ściany na dziewczynę, a następnie siadam na drugim wolnym krześle. Zdejmuję plecak i kładę go na kolana, aby wyjąć notatnik, w którym zapisałem cele tego projektu. Chodzi po prostu o to, by przedstawić dany gwiazdozbiór. Nie tylko trzeba pokazać zdjęcie, ale i wypisać najważniejsze informację oraz parę ciekawostek.
- Masz duże kartki? - Jade kiwa głową, po czym wstaje i podchodzi do pułki, z której wyjmuje kartki A4. Rozkłada papier na stole. - Wystarczy znaleźć tylko informację w necie - zamykam zeszyt i chowam go do plecaka, który następnie odkładam pod stół, aby nie przeszkadzał.
<Jade?>
czwartek, 12 maja 2016
Od Arka cd Reeve
ISpojrzałem już poważnie na dziewczynę i usiadłem normalnie na łóżku z poważną mina,
- Nie ma mowy - po chwili oznajmiłem
- Co? - aż się podniosła z łóżka - dlaczego nie ma mowy? Boisz się że przegrasz, tak?
Spojrzałem na nią i po chwili odwróciłem wzrok po czym westchnąłem
- Reeve, to nie o to chodzi - próbowałem mówić spokojnie i opanowanie
- a o co?
- Nie chce by ci się coś stało - powiedziałem po czym spojrzałem na nią
Dziewczyna założyła ręce na wysokości klatki piersiowej i podniosła brew
- ma mi się coś stać przez głupia zabawę?
- Nie chodzi o zabawę tylko o to co może Ci stać, nie rozumiesz? Ja Mam wrogów którzy chcą mnie złapać i pogrążyć. Ojciec jak się dowie że niby kogoś mam porwie cie a mi będzie kazał przerwać walczyć no wie że w tedy wygra. A ja z walk nie mogę zrezygnować jeszcze nie teraz więc to absolutnie odpada - wyjaśniłem
- wiesz nie dziwię się że nie masz dziewczyny - mruknela
- uwierz wolę jej nie mieć niz co chwilę myśleć czy jest bezpieczna i w ogule
- czy ty serio nie możesz zrezygnować z walk?
- to jest moje życie... Od 9 roku życia trenuje tylko do tego. Wyladowuje tak swoją złość
Reeve
Od Reeve do Arka
Parsknęłam śmiechem i ostrożnie zeszłam z blondyna.
- Zostajesz tu Kamiński - zarządziłam.
- Zdajesz sobie sprawę, że mnie nie powstrzymasz? - uniósł brew.
- Hm...Jeśli za każdym razem będę cię wywalać na łóżko to uwierz mi uda się.
- Za każdym razem polecisz ze mną.
- Masz z tym problem? - spytałam. Chłopak nie odpowiedział tylko podał mi rękę. Chwyciłam ją, zastanawiając się co zrobi. Odpowiedź na moje pytanie przyszła szybko, bo blondyn pociągnął mnie zdrową ręką tak, że wylądowała obok niego na łóżku.
- Jesteś okropny, wiesz? - ułożyłam głowę na poduszce.
- Nie myślisz tak naprawdę skarbie - spróbował uśmiechnąć się zawadiacko, ale podbite oko przeszkodziło mu w tym.
- Eh...czy koniecznie muszę być "skarbem"? - spytałam przewracając oczami.
- Yhym...- odpowiedział. Wpadłam wtedy na pewien pomysł, a mianowicie przypomniała mi się sytuacja z wczoraj. W sumie...spodobała mi się jego propozycja.
- Proponuję zakład - odezwałam się.
- O co? Jaki? - zapytał zaciekawiony.
- Zagrajmy w "Kto pierwszy się zakocha"! Każde z nas, będzie musiało sprawić, że to drugie będzie w nim zakochane! Komu się uda jest zwycięzcą. Założymy się o...masz jakąś propozycję, kotku? Tylko proszę...nie przesadzaj.
Arek?
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na nią gdy to powiedziała i mimowolnie lekko się uśmiechnąłem
- niby czego? - zapytałem
- no a pomysl dolaczego - zaśmiała się
Spojrzałem na swoje rany i po chwili wszystko ogarnąłem. Szczerze mówiąc dzisiaj Mk co oagrnialem nie wiem czemu no ale może z tym jakoś przeżyję.
- em akurat to to nie moja wina- odparlem
- Nie? Czyżby oszukuje sz? - zapytała
- mówię prawdę nie zucalem się do tego kogoś ja poprostu poszedłem poćwiczyć a ktoś mnie zaatakował nożem - mruknąłem.
- jakoś ci nie wierzę - powiedziała
Cichutko się zaśmiałem z tego
- wiesz nie musisz mi wierzyć skarbie - zaśmiałem się
- Nie jestem skarbem - mrukla
- oj tam - zaśmiałem się - czo robimy? Idziemy na dwór
- non ja mogę iść na dwór, ale tu? I to w tym stanie? Ledwo się ruszasz
- oj tam nic mi nie jest- powiedziałem
Wstałem jakoś z łóżka i zacząłem iść do drzwi ta mnie zatrzymała i mnie pachnela na łóżko ale ja złapałem za biodra i upadlem na łóżko a ona na mnie.
- serio? - zaśmiałem się
Reeve
Od Reeve do Arka
Arek miał rację, wzięłam to na poważnie, a to były żarty. Westchnęłam i wróciłam do fortepianu. Zagrałam jeszcze kilka znanych mi piosenek, po czym pojechałam z Aki i Serapisem na przejażdżkę. Kiedy wróciłam do akademii przypomniałam sobie o kapciach, które zostawiłam wczoraj u chłopaka. Weszłam cicho do jego pokoju. Blondyn chyba spał. Podeszłam do jego łóżka, a kiedy schyliłam się po buty, Arek poruszył się i cicho jęknął. Zaskoczona podniosłam się i przyjrzałam mu lepiej. Miał zabandażowany brzuch i rękę. Bandaże były zakrwaiawione. Z trudem powstrzymałam pisk i ostrożnie usiadłam na ziemi, w taki sposób, żeby widzieć twarz chłopaka, miał podbite oko, jednak nie szpeciło go to, wręcz przeciwnie...cholera, co ja gadam?
- Coś ty sobie zrobił? - mruknęłam sama do siebie, po czym dodałam - Skoro wdajesz się w bójki, powinieneś umieć się zabandażować.
Pobiegłam po świeże bandaże do pielęgniarki, wymyślając na poczekaniu jakąś wymówkę. Następnie obudziłam blondyna, który niechętnie usiadł, dzięki czemu zmieniłam mu opatrunek na brzuchu i ręce. Tym razem miał zrobione to porządnie. Związałam włosy gumką i usiadłam na krześle. Przyglądałam się drzemiącemu koledze...chociaż nasze stosunki nie były normalne. Przysunęłam się i niepewnie złapałam jego dłoń. Czułam, że muszę się nim zaopiekować jak młodszym rodzeństwem, chociaż on był starszy ode mnie.
***
Z samego rana poszłam zobaczyć co u blondyna i pomóc mu w zmianie opatrunku. Powitał mnie grymasem, który uznałam za uśmiech. Chłopak skarżył się na nudę, ale przez rany był uziemniony.
Usiadłam niedaleko niego i splotłam swoje palce z jego.
- Nagrabiłeś sobie, kotku - uśmiechnęłam się mimowolnie.
Arek?
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na dziewczynę i przewróciłem oczami.
- mam ci coś powiedzieć? - zapytałem
- jeśli musisz - mruknela
- po pierwsze nie oglądam poornosow chyba juz od roku może więcej po drugie nie chce każdej bo mi to nie jest potrzebne po trzecie nie chce mieć dziewczyny ani nikogo bliskiego że względu na to co robię po czwarte ja to powiedziałem dla żartu a ty wzięłaś to na poważnie. Jakby chciałabym z tobą chodzić czy coś inaczej bym to powiedział - mruknąłem
Dziewczyna na mnie patrzyła
- no nie mów że potrafisz być romantyczny - zaśmiała się
Ja tylko westchnąłem
- Nie znasz mnie w ogule więc jak masz wiedzieć? - mruknąłem
Po chwili telefon zadzwonił mi spojrzałem kto to ale nie odebrałem.
- Dobra lecę na trening pa - powiedziałem
Poszedłem do pokoju przebralem się i poszedłem do lasu. Tam ćwiczyłem nagle coś usłyszałem postanowiłem to sprawdzić. I to byl mój błąd. Nagle ktoś mnie zaatakował zaczęliśmy walczyć ale miał nóż, którym trafił mnie w brzuch i zrobił rane na ręku u miałem podbite oko. Straciłem przytomność. Po dwóch godzinach obudziłem się nikogo nie było. Zdjalem koszulkę i ja porwslem przymocowalam kawałek koszulki do ramienia i brzucha zacząłem powoli iść do akademii. Po godzinie byłem w pokoju poszedłem jakoś do wanny przemylem rany i mocno je zabandozwoalem. Położyłem się...
Reeve
Od Reeve do Arka
Spojrzałam na niego, a w moich oczach igrały iskierki złości.
- Co?! Czy ty naprawdę, jesteś taki głupi?! Przyszłam do ciebie, żeby miło spędzić wieczór, a ty nagle wyskakujesz z takim czymś! Nie jestem pierwszą lepszą, którą sobie zaliczysz. Jak chcesz się z kimś pobawić w takie coś to jestem w klasie, z bardzo atrakcyjnym plastikiem. Jest mega sztuczna, dlatego pasowalibyście do siebie!
Podniosłam się i podeszłam do drzwi, otworzyłam je, a za nim wyszłam pokazałam mu środkowy palec i krzyknęłam: Ssij!
(To jest teorytycznie niemożliwe, ale ćśś...)
Będąc u siebie w pokoju zadzwoniłam do siostry, która odebrała po trzech sygnałach.
- Di...
- Skarbie, co się stało? - spytała zaniepokojona.
- Nic...po prostu wejdź na Skype.
- Zaraz będę - odpowiedziała i rozłączyła się. Przegadałyśmy całą noc, na szczęście jutro była sobota. Śmiałyśmy się razem ze starych czasów. Chociaż siostra czasami mnie wkurzała, była niezastąpioną przyjaciółką. Kiedy położyłam się spać, Aki wyczuwając mój podły nastrój, wtuliła się w mój bok i zasnęła cicho chrapiąc.
***
Rano po szybkim śniadaniu poszłam do sali muzycznej, aby zagrać "You are the only one" Sergey'a Lazareva. Musiałam przyznać, że bardzo fajnie mi to wyszło na fortepianie. Naukę przerwał mi blondyn, wchodząc do pomieszczenia.
Rzuciłam mu wściekłe spojrzenie, zabrałam swoje nuty i skierowałam się w stronę wyjścia. Zatrzymała mnie jego ręka chwytająca moją dłoń. Obróciłam się z zamiarem uderzenia go w twarz.
Powstrzymałam się, wiedząc, że Arek z łatwością uniknie ciosu.
- Z tego co wiem, to Barbie tu nie ma - wysyczałam.
- Jesteś zła za wczoraj? - przewrócił oczami. Spróbowałam wyrwać dłoń z jego uścisku...bezskutecznie.
- Nie, jestem wściekła na ciebie ty pieprzony idioto! Myślisz, że każda na ciebie leci, a uwierz mi tak nie jest! Jest tyle lasek w akademii. Nie możesz im tego zaproponować, a ze mną po prostu się kolegować. A i jeszcze jedno, zdecydowanie przedawkowałeś pornosy i "50 twarzy Greya".
Arek?
Os Arka cd Reeve
Patrzyłem rozbawiony na dziewczynę. Zaczęłam się śmiać
- hmm jak chcesz możesz mi zrobić loda - powiedziałem poruszając brwiami
- em nie, nieee ja wolę żebyś ty mi zrobił
- Co? Hahah wybacz ale tobie można tylko minete zrobić - zamruczalem przybliżajac się do dziewczyny
- em nie dzięki - powiedziała
Dziewczyna się jeszcze bardziej zarumienila a ja się zaśmiałem pewnie peszyl ja widok mnie no ale co ja poradzę? Hah
- heh no jak chcesz - zaśmiałem się - ale wiesz mam ochotę ci zaproponować coś
- Co?
- a nie powiem bo mnie zabijesz - mruknąlem
- no mów
- hmm dobra ale sama chciałas... Byś się pisała na coś bez zabowiazan? Np. Jak Pan i niewolnica? - zaśmiałem się
Reeve? Wiem wyglupilem się xd
środa, 11 maja 2016
Od Reeve do Arka
- Ja chyba też powinnam się umyć - uśmiechnęłam się do niego i zerknęłam na sunię, która była cała brudna.- Aki też przyda się kąpiel.
- W takim razie do zobaczenia za godzinę - powiedział i pobiegł do akademii, a ja spokojnym krokiem wróciłam z psem do pokoju. Wzięłam szybki prysznic, wysuszyłam włosy i wykąpałam borderkę. Ubrana w długie jasnoszare spodnie i kremową bluzkę od piżamy, zostawiłam w pokoju śpiącą Aki i poszłam do pokoju Arka. Chłopak otworzył mi drzwi, a poza bokserkami nie miał na sobie nic. Zmierzyłam go wzrokim od stóp do głów, a mój wzrok zatrzymał się na jego umięśnionym torsie.
- Wchodzisz? - wyrwał mnie z zamyślenia jego rozbawiony głos.
- Taa... - mruknęłam zaczerwieniona i weszłam do środka. Od razu rzuciłam się na łóżko, żeby dać czas na zniknięcie moim rumieńcom.
- Co oglądamy? - spytał, włączając laptopa.
- Zmierzch - zadecydowałam siadając, a widząc jego grymas dodałam - Proooszę!
- Następnym razem ja wybieram - burknął pod nosem i włączył film. Położyliśmy się obok siebie na łóżku chłopaka, a ja oparłam głowę na jego ramieniu. Na stoliczku, który był przymocowany do nóg łóżka położyliśmy komputer. W pewnym momencie filmu, powiedziałam:
- Mam ochotę na loda
- Co? - spojrzał na mnie rozbawiony. Kiedy zdałam sobie sprawę, jak to zabrzmiało zaczęłam się tłumaczyć.
- Ee...chodziło mi o takiego do lizania...- coraz bardziej się pogrążałam - Takiego do jedzenia...na patyku lub w rożku...
Byłam cała czerwona, a dodatkowo peszyło mnie to, że leżę obok prawie nagiego faceta.
Arek? Biedna Reeve xd
Od Jade c.d Logana
Wyszłam z pokoju chłopaka, nadal źle się czując.
Migrena, kto w ogóle wymyślił to coś...
Poszłam do łóżka i się położyłam.
Następnego dnia nie poszłam na zajęcia, bo się rozchorowałam. I tak przez cały tydzień... Zajrzała do mnie parę razy pielegniarka, dając mi jakieś lekarstwa, które osiągały efekt placebo.
W sobotę czułam się lepiej, więc mogłam wstać. Miałam spore zaległości.
Musiałam je nadrobić.
Idąc na stołówkę, spotkałam Logana.
-hey-powiedziałam do chłopaka.
-cześć, jak tam zdrowie?-zapytał.
-hmm.. już lepiej. Słuchaj, pożyczyłbyś mi notatki?-zapytałam- muszę sporo nadrobić-dodałam.
-no jasne, po lunchu możemy iść i ci je dam.
Tak więc zjedliśmy lunch w milczeniu.
Po skończonym posiłku poszłam za nim do niego, by mi dał notki.
Obiecałam oddać je w poniedziałek rano.
Cały weekend nadrabiałam zaległości pijąc kawę po południu.
ale udało się i byłam przygotowana na poniedziałkową klasówkę.
-dzięki-powiedziałam siadając rano za Loganem i szturchając go długopisem, by oddać notatki,.
-nie ma problemu-odparł i z usmiechem wziął kartki.
Nauczyciel rozdał zagadnienia z geografii i zaczął się sprawdzian.
W połowie lekcji zgłosiłam się.
-Tak panno West?-spytał nauczyciel
-skończyłam, mogę wyjść do toalety?-spytałam.
-proszę, -odparł wręczając mi przepustkę.
Wyszłam z torbą, bez zamiaru powrotu na lekcję.
Poszłam do pobliskiego lasku i zapaliłam papierosa.
Wróciłam dopiero na fizykę, na której poznawaliśmy astronomię.dostałam pozytywną ocenę za opowiedzenie o mgławicy pierścień.
Dostaliśmy wypracowanie do napisania o przydzielonej konstelacji. Trafił mi się Logan i konstelacja byka. Co za szczeście. Tylko z nim rozmawiałam. Z resztą klasy nie byłam nawet na cześć.
-to po lunchu u mnie-powiedziałam. mam materiały-dodałam.
Logan się zgodził, i po posiłku poszliśmy do mojego pokoju.
-a teraz uwaga-powiedziałam tajemniczo-zamknij oczy-poleciłam.
Zamknął je, a ja pociągając za sznurek, odpaliłam mapę nieba. zasłoniłam okna.
-już-powiedziałam, a chłopak otworzył oczy.
Na ścianie miałam ledową mapę nieba, konstelacja byka. Dostałam ją od rodziców, ponieważ byłam spod tego znaku
http://st2.depositphotos.com/4189645/6286/v/950/depositphotos_62867885-Constellation-taurus.jpg
-i jak ci się podoba materiał do wypracowania?-zapytałam zadowolona z siebie i z pomysłu, że mogłam wykorzystać mapę.
[Logan?]
wtorek, 10 maja 2016
Od Zoe cd Logan
- Jakby to było takie proste... - powiedziałam i usiadłam po turecku.
- Ej, ej. Uśmiechnij się no.
Gdzieś tam minimalnie koncik mi się uniósł, ale czy to był uśmiech?! Logan wręczył mi kubek z herbatą i usiadł obok. Nie spuszczałam wzroku z napoju, a przez moją głowę przebiegło więcej myśli niż kiedykolwiek. " Dlaczego to akurat jego spotkało? " pytałam się w myślach. Wiem śmialiśmy się kiedyś, że się zatłucze na tym motorze, ale to były tylko żarty. Ciekawe co u niego. Zostawiłam telefon w pokoju, ale pewnie jeszcze nic nie wiedzą. Potem po niego zaje.
- Najważniejsze to nie tracić nadzieji - odezwał się Logan.
- Brat mi zawsze mówił, że wystarczy wierzyć, a nadzieja nie będzie potrzebna. - mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- No widzisz da się.
- Może... - uśmiechnęłam się do niego, a on to odwzajemnił.
- Nie może tylko napewno.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez parę dobrych godzin. Było naprawdę miło. Chwilami nawet zapominałam o tym, że chwilę temu płakałam.
Było już po siódmej. Nadal siedziałam na łóżku, słuchając jakiejś śmieszniej historii. Po chwili odchylilam się do tyłu i już leżąc zaczęłam machać nogami, które zwisały mi z brzegu materaca.
- Słuchasz mnie jeszcze - zapytał po chwili
- Tak, tak. Mów dalej.
- No dobra.
Logan zaczął opowiadać dalej. Po chwili już go nie słuchałam. Niestety moje zmęczenie po całym tym płaczu wzięło górę i po prostu zasnęłam...
<Logan?>
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na nią ale po chwili na konia który jadł jabłko które mu dałem.
- no nawet może być - powiedziałem
- nawet? - zapytała rozbawiona
- wiesz, ja we motocykle są szybkie - powiedziałem
- konie też
-hah bez urazy ale konie nie biegają 300km/h - zaśmiałem się
- biegają maks 69km/h - pwoiedziala
- no widzisz - zaśmiałem się
Spojrzałem na nią i puściłem do niej oczko
- to co teraz robimy?
- hmm nie wiem wieczór już jest - powiedziała
- wiem zauważyłem więc może film u mnie ?
- u ciebie - spojrzała na mnie
- tak, tylko muszę wziąść prysznic bo śmierdze - zaśmiałem się
Reeve?
poniedziałek, 9 maja 2016
Od Reeve do Arka
- Jedziesz ze mną na przejażdżkę po lesie. Konno – zadecydowałam po kilku minutach, a po dosłownie sekundzie miałam przyjemność obserwować jego zdziwioną twarz.
- Co?! – Aki podniosła głowę, słysząc jego krzyk.
- Nie mów, że tchórzysz, kotku – zaśmiałam się, kiedy spiorunował mnie wzrokiem.
- Nigdy nie jeździłem – powiedział blondyn.
- Czyli twój pierwszy raz będzie ze mną, czuję się zaszczycona – specjalnie użyłam dwuznacznego zwrotu. Suczka zaskomlała, jakby rozumiała każde moje słowo i to co powiedziałam nie spodobało jej się. Uklęknęłam obok niej i podrapałam ją za uszami- Co psinko? Nie bój się, nie zrobię krzywdy twojemu koledze…Ja nie, ale koń już może.
- Jesteś okropna – rzucił we mnie poduszką, której bez problemu uniknęłam. Po kilku próbach zwaliłam chłopaka z łóżka.
- Pędem po bluzę i spotykamy się przed stajnią! – nakazałam mu i kiedy wstał, wypchnęłam go za drzwi.
***
Siedząc na snopku siana czekałam, aż Arek zaszczyci mnie swoją obecnością. Pojawił się po kilku minutach w dresach i ciemnej bluzie. Zanim przyszedł spytałam jedną z głównych stajennych o możliwość wypożyczenia spokojnego konia dla początkującego jeźdźca. Została mu przydzielona kasztanowata klacz o imieniu Merigold. Od razu skojarzyła mi się z Wiedźminem. Pokazałam chłopakowi jak ma czyścić kasztankę, a sama poszłam oporządzić Serapisa, który widząc mnie zarżał radośnie. Poznałam też ogiera i sunię, którzy przypadli sobie do gustu, bo kiedy ja siodłałam Pysia, borderka lizała go po pysku. Miłość jest dziwna, zaśmiałam się w duchu. Z gotowym do jazdy koniem i Aki na dłuższej smyczy wyszłam na zewnątrz, gdzie stał Arek z Meri.
- Nie osiodłałeś jej sam, prawda? – spytałam.
- Uwierzysz jeśli powiem, że tak? – mrugnął do mnie chłopak.
- Nie – pokręciłam głową i pokazałam mu jak ma wsiąść. Następnie przedstawiłam mu jak zatrzymać i popędzić konia oraz jak się nim „steruje”. Ruszyliśmy powoli, a spuszczona ze smyczy suczka szła obok. Po jakimś czasie i przyspieszonym kursie jazdy pokłusowaliśmy kawałek. Ja anglezowałam, a Arek jechał kłusem „wysiadywanym”. Kiedy zaczęło zmierzchać wróciliśmy do stajni, gdzie konie zostały rozsiodłane, ponownie wyczyszczone, nakarmione i napojone. Tak samo borderka, która po długim spacerze była zmęczona. Czyli dzisiaj da mi pospać, bo ostatniej nocy szalała po pokoju. Zapięłam rudej smycz i podeszłam do blondyna, który stał oparty o boks Merigold i głaskał klacz po pysku. Podałam mu jabłko, którym on poczęstował kasztankę.
- Jak ci się podobała przejażdżka?
Arek? Tym razem trochę więcej napisałam
niedziela, 8 maja 2016
Od Arka cd Reeve
Graliśmy w grę i nagle.
-Jest! Wygrałam! - zaczęła krzyczeć dziewczyna
Ja się lekko zaśmiałem i dołożyłem kontroler
- no brawo wygrałas - powiedziałem
- a co za to będę miala?
- co? - zrobiłem zdziwiona minę - o nic się nie zakladalismy - mruknąłem
- no wiem, ale wiesz bym mogła coś dostać w końcu wygrałam - wypowiadając 'w końcu wygrałam' podkreśliła to
- no a co ty takiego chcesz - zapytałem podnosząc brew
- em nie wiem - zaśmiała się
- to ty się zastanów a ja pójdę pod twoją kolderke i zasnę_ zaśmiałem się
I tak zrobiłem wstałem wszedłem pod jej kołdrę i przymknalam oczy
- czy ty myślisz że będziesz tu spal?
- ale kotku ja nie śpię ja czekam aż coś wymyślisz
Reeve?
Od Reeve do Arka
Zaśmiałam się pod nosem widząc oburzone spojrzenie suni, które rzuciła Arkowi, kiedy położył się on na łóżku, przy okazji wykorzystując jej kocyk. Chwyciłam leżącą na podłodze poduszkę i rzuciłam nią w blondyna, czekając na reakcję Aki. Nie musiałam długo czekać, bo pies pobiegł za nią i wybił się tuż przed łóżkiem lądując na brzuchu chłopaka. Usiadł momentalnie, kiedy ruda wpadła na niego, co wywołało u mnie kolejny napad śmiechu. Sunia widząc, że Arek podnosi się zaczęła go lizać po twarzy. Chociaż nie chciałam przerwać tak uroczego widoku odciągnęłam psinkę od chłopaka.
- Aki daj mu spokój! – nakazałam jej. Spojrzała na mnie, a w jej oczach widać było iskierki radości. – A ty Arek, masz za swoje!
- Co niby zrobiłem? – popatrzył na mnie zdziwiony.
- Oddaj jej kocyk – wskazałam na skrawek materiały wystający spod jego stóp. Pociągnęłam za niego i rozłożyłam koc obok łóżka. Borderka od razu rozłożyła się na nim, spoglądając triumfalnie w stronę chłopaka. Uśmiechnęłam się, bowiem suczka zachowywała się bardzo zabawnie.- To co, gramy?
- Yhym…
Włączyłam konsolę i wybrałam Call of Duty. Byliśmy przeciwnikami, ale tym razem nie dałam się ograć. Po zaciętej walce odniosłam zwycięstwo.
- Jest! Wygrałam! – krzyknęłam, a Aki zaszczekała radośnie.
Arek? Wybacz, ale choruję na bezwenie
Od Arka cd Reeve
Dziewczyna wyszła a ja zostałem sam w pokoju. Rozwinąłem bandaż zw swoich dłoni. Dłonie miałem całe podpuchniete. Ale co tam jakoś się przyzwyczaiłem. Westchnąłem i schowałrm worek treningowy. Położyłem się na łóżku i zasnąłem. Obudziłem się może po godzinie. Nałożyłem nowe czarne dresy które były obcisłe tylko na nogach. Wyszedłem z pokoju bez bluzy. Poszedłem do dziewczyny. Zapukalem. Po chwili dziewczyna otworzyła mi.
- myślałam że nie przyjdziesz - oznajmiła
- a jednak przyszedłem - delikatnie się uśmiechnąłem
- wejdź - odparła
Wszedłem z nią do jej pokoju i od razu się położyłem na łóżku
- Nie za wygodnie? - zapytała
- bardzo wygodnie
Dziewczyna chyba zaśmiała się pod nosem
Reeve?
Od Malii C.D Isaaca
Ach, znowu ten jego intensywny wzrok. Zdawałoby się, że dzięki niemu potrafi czytać w myślach. Tak, to kompletny absurd, ale cóż... Kto wie, co skrywa ta wiecznie uśmiechnięta twarz. Póki co nie zamierzałam o tym myśleć. Tym razem nie musiałam przypominać sobie tego, co mówił Isaac, bowiem każde jego słowo utworzyło sobie małe gniazdko w mojej głowie.
– Ty mi pomogłeś, więc ja pomogę tobie – zgodziłam się.
Wstaliśmy z podłogi. Automatycznie poczułam uporczywy ból w nogach wskutek kilkugodzinnego siedzenia po turecku. Położyłam podręczniki na szafce, a następnie zbierałam się z Isaacem i Shiloh'em do wyjścia. Jednak, gdy chłopak dotknął klamki poczułam lekkie wątpliwości, przez które na długo wbiłam wzrok w podłogę.
– W porządku? – podniósł jedną brew do góry, odwróciwszy się w moją stronę.
– A co jeśli zrobię coś źle? – wyjąkałam, zaciskając w dłoni nerwowo kraniec koszulki.
– Nie jesteś sama, a jak coś to pomogę – uśmiechnął się pod nosem i przekroczył próg.
Z delikatnym uporem również opuściłam pokój. Zatrzasnęłam mocno drzwi i przekręciłam klucz w zamku. Instynktownie zaczęliśmy iść wzdłuż korytarza, prosto do pokoju właściciela czterech psów. Okazało się, że czworonogi bardzo tęskniły, bo czekały bezpośrednio pod drzwiami. Cała gromadka powitała Isaaca chórem radosnych szczeków. Nie mogłam się nie uśmiechnąć. Chłopak jedynie wyposażył zwierzęta w smycze i nie przedłużając, wyszedł z pokoju.
– Chcesz potrzymać Shiloh'a? – spojrzał, podając mi smycz do ręki.
– Pewnie – odebrałam solidny pasek, obdarowując swojego wybrańca przelotnym spojrzeniem. – Pewnie nadal nie popierasz zejścia windą – starałam się przewidzieć czyny Isaaca.
– No nie – zaśmiał się cicho.
W sumie to zaczynałam przyzwyczajać się do schodów, dlatego też bez większych oporów zdecydowaliśmy się na czteropiętrową podróż. Jednak w połowie drogi nawiedziło mnie niewygodne wrażenie, że o czymś zapomnieliśmy. Stanęłam na ósmym schodku drugiego piętra w całkowitym bezruchu.
– Co się stało? – zapytał, nie ukrywając zdziwienia.
– A czym wykąpiemy Shiloh'a? – podrapałam się po głowie, drugą ręką łapiąc się balustrady.
– Szlag! – zaklął pod nosem, a któryś z psów głośno szczeknął, jakby dokładnie rozumiał każde słowo.
– Pobiegnę, gdzie trzymasz te wszystkie środki? – zapytałam, nie chcąc tracąc czasu.
– W łazience, dolna półka. Tam są szampony, a wodę mam nadzieję, że znajdziemy – odpowiedział pospiesznie, po czym ruszyłam do biegu. Twarde uderzenia moich butów prawdopodobnie było słychać nawet na pierwszym piętrze.
*A few moments later*
Wykonałam powierzone zadanie szybko i efektownie. Zapakowałam wszystko w jakąś przezroczystą torbę oraz biegiem udałam się na drugie piętro, gdzie wciąż czekał Isaac. Chłopak posłał mi zadowolony uśmiech.
– Gdzie będziemy go kąpać? – zapytałam w drodze.
– Może w parku? To niemalże obok akademika – zaproponował. – Jest tam też woda... z fontanny. Ale zawsze woda! – zaśmiał się.
Pokiwałam znacząco głową.
– I do tego ciepła – bez żadnych sprzeciwów przystałam na jego genialny pomysł.
W parku nie było zbyt dużej ilości osób. Parę studentów, chcących się spokojnie uczyć na łonie natury. Gdy znaleźliśmy fontannę, Isaac spuścił pozostałe trzy psy ze smyczy. Niestety biedny Shiloh musiał zadowolić się kąpielą. Co ja mówię, przecież będzie mu dobrze! Jakkolwiek dziwnie to brzmi... W sumie nawet nie zastanowiliśmy się, czy nie dostaniemy mandatu za kąpanie psa w fontannie.
Chwilę później Shiloh stał już na betonowej obudowie. Strumyki wody tryskające ze zbiornika delikatnie moczyły futro skulonego psa. Isaac wziął gąbkę i nasączył ją wodą, po czym wycisnął nad stojącym psem. O dziwo nie uciekał, stał w bezruchu.
– To chyba będzie twój ulubieniec w kwestii kąpania – uniosłam brew do góry, obserwując uważnie.
– Ciekawe czy byłby taki grzeczny, gdybyś nie była w pobliżu – chłopak uśmiechnął się, pochłonięty zajęciem. Bowiem dokładnie uważał, by woda nie dostała się do uszów Shiloh'a. – No dobra, teraz szampon. Podasz? – poprosił, a ja zaczęłam grzebać w torbie, dopóki nie znalazłam pudełka z uroczym narysowanym psem.
Isaac przytaknął w geście „dzięki”, a ja osłupiałam, gdy wypowiedział moje imię. To znaczy, wróciłam do rzeczywistości.
– Malia, chcesz spróbować? – zapytał.
– Tak! – chłopak podał mi szampon. – Tylko nie wiem za bardzo jak to się robi – wyznałam niepewnie, na co w odpowiedzi usłyszałam jedynie chichot.
– W schronisku tego nie robisz? – pogłaskał psa.
– Nie, tego nie – wytłumaczyłam, całkiem szczerze.
– No dobra – nim cokolwiek zdążyłam zrobić, chłopak chwycił delikatnie mój nadgarstek i pokierował go do miejsca, w którym miałam oblać psa odrobiną szamponu. Obserwowałam uważnie każdy jego ruch, z wyraźną ciekawością wypisaną na twarzy. – Teraz. Kiedy nalejesz wystarczająco, powiem „stop” – gdy ustalił idealne miejsce i wydał polecenie, zrobiłam dokładnie to, o czym mówił. Również przerwałam, kiedy usłyszałam kluczowe słowo. Później sama już zorientowałam się, co trzeba zrobić. Isaac zerknął na resztę gromadki, która latała radośnie po świeżo skoszonej trawie i wrócił do Shiloh'a.
Delikatnie wczepiłam palce w futro psa, masując je i rozcierając szampon, wskutek czego powstała spora ilość piany. Mogliśmy przewidzieć, że czworonóg zacznie za chwilę wytrzepywać się z wody na prawo i lewo – tak też zrobił. Zaśmialiśmy się krótko, kierując udawane niezadowolenie w stronę bezbronnego Shiloh'a.
– Ech... I jak ja teraz pójdę z tobą do kawiarni? Drugi dzień z rzędu jestem mokra – uśmiechnęłam się, wzrokiem mierząc również przemoczonego Isaaca.
Tym samym pytaniem potwierdziłam także to, że chętnie wybiorę się z nim do powyższego lokalu.
< Isaac? >
Od Reeve do Arka
Po słowach chłopaka zapadła cisza, gdyż nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nigdy nie doświadczyłam takiej sytuacji i chociaż moi rodzice się rozwiedli, zawsze byłam zapewniana, że mnie kochają. Przegryzłam nerwowo wargę i poluźniłam uścisk.
- Walki w niczym ci nie pomogą, jeśli już to pogorszą sytuację - w końcu się odezwałam.- I dziękuję, że mi o tym powiedziałeś.
- Spoko - odpowiedział jakby obojętnie. Jednak ja nie dałam się nabrać.
- Pamiętaj zawsze możesz mi się wygadać...chociaż faceci rzadko się zwierzają - spróbowałam rozluźnić atmosferę. Odezwał się wtedy mój telefon. Odebrałam i uśmiechnęłam się słysząc głos Charliego.
- Hej misiu...tak mogę...za godzinę...do zobaczenia, buziaki...- rozłączyłam się i spojrzałam na blondyna.- Dzwonił mój braciszek. On i rodzice chcą pogadać na Skype, dlatego będę musiała niedługo iść.
- Okej
- Jeśli będziesz chciał to przyjdź wieczorem, to zagramy w jakąś grę. Przynajmniej tyle mogę dla ciebie zrobić - po wewnętrznej walce, która trwała zaledwie chwilę przytuliłam go na pożegnanie, zawołałam suczkę i wróciłam do swojego pokoju.
Arek?
sobota, 7 maja 2016
Od Arka cd Reeve
Spojrzałem na dziewczynę potem na jej dłoń która trzymała moją i znowu spojrzałem na nią.
- Aki spotkałem na drodze, znalazła mnie jak byłem na pół przytomny. Ja o nią zasbalem no ale musiałem ją oddać do schroniska ale ja odwiedzałem
- a rozumiem, - powiedziała
Dziewczyna patrzyła na mnie wiedziałem ze czeka póki jej czegoś nie powiem. Westchnąłem pod nosem..
- wnerwilem się przez.... Mojego... Ojca - powiedziałem w końcu
- dlaczego - zapytała
- eh... Mam dwóch braci Kamila i Dawida ja jestem ten średni. I ojciec mnie nie akceptuje. A ja go. W wieku 10at ucieklem z domu... I mieszkałem w domu dziecka. Sam zapraxowalem na to wszystko co teraz mam. Obiecałem sobie ze udowodnie ojcu że zasługuje na jego miłość. Odezwałem się do braci. A potem zacząłem trenować by walczyć. Co chwilę z kimś walecze z kimś kto jest ode mnie o wiele silniejszy. U dzisiaj zadzwonił do mnie ojciec że faksem udało mi się wygrać że jestem słaby. Że nie ma dla mnie jest na tym świecie. Ja walczę już nie dlatego by zaslozyc na miłość ojca ale po to by nikomu nie zrobić krzywdy
Reeve?
Od Reeve do Arka
Wzięłam zakupy i skróciłam smycz suni, po czym wróciłam do pokoju, gdzie rozpakowałam wszystkie rzeczy. Kiedy kładłam kocyk przy łóżku, Aki wskoczyła na moje łóżko i rozłożyła się na miejscu, gdzie zwykle leżą moje nogi. Zaśmiałam się widząc jej radosny pysk i położyłam obok niej koc. Napełniłam miskę karmą i wodą i usiadłam obok psinki.
- Znasz tego pana? - spytałam ją żartobliwie. Odpowiedziała mi wesołym merdaniem. Zaczęłam deikatnie głaskać ją po brzuchu, przez co ona zasnęła. Wykorzystałam moment i poszłam do Arka. Drzwi nie były zamknięte na klucz, dzięki czemu mogłam wejść bez pukania.
Byłam cicho, dlatego nie zostałam zauważona przez blondyna, który wkurzony walił w worek treningowy. Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu. Chłopak obrócił się zdziwiony, a jego zdumienie się zwiększyło kiedy zobaczył mnie.
- Spokojnie...- odezwałam się i złapałam jego dłoń. Była cała czerwona.- Dlaczego nie używasz rękawic...albo nie odpowiadaj. Nie chcę kolejnej kłótni. Po prostu zaczekaj.
Wybiegłam z jego pokoju i wpadłam jak burza do swojego budząc przy okazji Aki. Ruda suczka przywitała mnie kilkoma skokami i podreptała za mną do łazienki, a później do mieszkania Arka. Pies podszedł do chłopaka i wskoczył mu na kolana tuląc się do niego. Ja złapałam jego dłoń i bandaże opatrzyłam mu tą i drugą. Po skończonej pracy usiadłam obok chłopaka i przyglądałam się suni, która biegała po pokoju, co chwilę do nas przychodząc.
- Co się stało? - spytałam i złapałam go lekko za rękę, co wywołało u mnie delikatny rumieniec, ale nie puściłam go.- Nie mów jeśli nie chcesz...ale będzie ci lżej. Może opowiesz mi chociaż skąd znasz Aki?
Mówiłam zachęcającym głosem starając się zachować ciepły i życzliwy ton. Zerknęłam też na suczkę, która usiadła obok nas i wpatrywała się w blondyna, jakby czekając na jego słowa.
Arek? Spoko rozumiem
Od Arka cd Reeve
Dziewczyna nie chciała jechać więc wróciłem sam do domu. Tam zmęczony położyłem się. Cała noc myślałem na tym wszystkim. Co ja to obchodzi czemu walcze? Po co jej to potrzebne? Robię co chce... Tak w ogóle muszę być coś udowodnić.
***
Cały tydzień nie gadałem z dziewczyną. Gdy ja widziałem uciekała mi wiec mnie unikala a niech robi co chce. A co z walką? Oczywiście wygrałem ale dostałem mocno w twarz i mam mocnego siniaki na oku inaczej limo. Pewnego nią szedłem sobie spokojnie. Nagle wpadła na mnie Reeve ona upadła a ja złapałem równowagę. Podniosła się po chwili i spojrzała na mnie
- Przepraszam za nią. Jest trochę nadpobudliwa.- wymrotowala pod nosem
Spojrzała mi w oczy ale ja od razu go uniknąłem. Spojrzałem na psa i go pogłaskałem.
- w końcu cie ktoś zaadaptował - powiedziałem do suni a ta radośnie zaszczekala
Nagle zadzwonił mój telefon odebrałem. Gdy usłyszałem głos zcisnalem mocno telefon i zucilem nim o chodnik. Wkurzylem się niesamowicie i miałem ochotę coś rozwalić. Dziewczyna mnie obserwowała więc próbowałem się rozluźnić. Wziąłem głęboki wdech
1 dbaj o nią - powiedziałem spokojnie a raczej próbując
Ominąłem ją i zacząłem szybko iść do akademii. Poszedłem do pokoju gdzie powiesiłem worek treningowy i zacząłem w niego uderzać
Reeve? Problemy 21 wieku xd
Od Reeve do Arka
- Zostaję - prychnęłam w jego stronę. Szybko wyjęłam z kieszeni telefon i włączyłam GPS. Kiedy wpisałam adres akademii pokazało mi, że będę szła około godziny. Wolałam mieć obolałe nogi, niż podróżować motorem z panem Urażone Ego, a do tego bez koszulki. Blondyn odjechał, a ja ruszyłam żwawym krokiem, słuchając się wskazówek nawigacji. Dzięki jej pomocy po godzinie byłam z powrotem w szkole. Zmęczona rzuciłam się na łóżko i choć bardzo chciałam zasnąć musiałam doprowadzić się do jako takiego porządku. Poszłam się umyć i przebrać się w piżamę, po czym poszłam spać.
*** tydzień później
Przez cały ten czas nie rozmawiałam z Arkiem, pewnie dlatego, że unikałam go. Większość przerw spędzałam w bibliotece, gdzie chłopak na pewno by nie przyszedł. Nudziłam się, muszę to przyznać, ale mój upór nie pozwalał zrobić mi pierwszego kroku do pogodzenia się. Codziennie jeździłam na Serapisie, który robił coraz większe postępy w treningu, ale czegoś mi brakowało. Wpadłam na pomysł zaadoptowania psa, najlepiej suczki. Na stronie schroniska znalazłam śliczną borderkę. Wysłałam emaila z prośbą o zarezerwowanie zwierzaka i zadzwoniłam po taksówkę. Przyjechała po 30 minutach. W schronisku prawie się popłakałam, mnóstwo psów siedzących w klatkach, bo zostały porzucone. Opiekunka zwierząt zaprowadziła mnie do suczki, którą po krótkim zapoznaniu wyprowadziłam na spacer, po którym byłam pewna, że chcę ją mieć. Była urocza i pełna energii, cieszyła się z każdej chwili przechadzki. Po załatwieniu formalności, wróciłam do szkoły przy okazji zahaczając o sklep zoologiczny, w którym kupiłam karmę, miski i kocyk dla suni, oraz smycz i szelki. Wyszłam z samochodu w jednej ręce trzymając smycz, a w drugiej podekscytowaną Aki, która merdała ogonem i chciała gonić innych ludzi. Nie zdążyłam zareagować, kiedy pociągnęła mnie za sobą. Wpadłam na Arka, ale przewróciłam się tylko ja, gdyż chłopak zdążył złapać równowagę. Podnosząc się spojrzałam na niego z wyraźną niechęcią po czym wymamrotałam:
- Przepraszam za nią. Jest trochę nadpobudliwa.
Arek?
Od Malii C.D Isaaca
– Raczej łatwiej byłoby powiedzieć, z czym nie mam problemu – podrapałam się po głowie nerwowo i z polecenia Isaaca wstałam.
– Jakoś damy radę – westchnął i rozejrzał się po pokoju. – To gdzie będziemy się uczyć?
– Tak, wiem, że nie ma tu za dużo miejsca – zaczęłam zmuszać swój umysł do szybszego myślenia wobec tego, gdzie moglibyśmy się przenieść. Isaac swoimi słowami wyrwał mnie z rytmu:
– Spokojnie, możemy się uczyć na podłodze – zaczął – tym razem Shiloh nie zabierze ci zeszytu... A jeśli to zrobi, to nie ma dokąd uciec.
– No chyba, że przez okno – podniosłam kąciki ust i usiadłam po turecku na podłodze.
– Haha... – zaśmiał się, lecz po chwili jego śmiech ucichł, a ton nabrał tajemniczych barw – ...To lepiej je zamknij. Nie ryzykujmy – ponownie pokazał szereg białych zębów.
– No dobra, zaczynajmy – poklepałam mały obszar podłogi obok siebie, by chłopak usiadł.
Zrobił to i otworzywszy podręcznik na bieżącym temacie, zaczął czytać zadanie, które wcześniej mu podałam. Shiloh jak nigdy siedział grzecznie przytulony do boku Isaaca, mrugając tylko. Pies wydawał się znudzony, niżeli zmęczony. No niestety, dopiero jak nauczę się matematyki będę w stanie go pogłaskać. Chłopak zaczął czytać na głos. I jak się tego spodziewałam, każde słowo wydobywające się z jego ust, przez jedno ucho wlatywało, przez drugie wylatywało. Naprawdę trudno było mi się skupić.
– Okej, to zadanie wygląda łatwo – spojrzał na mnie, a ja odruchowo na zadanie. Gdyby Isaac zauważył, że gram się z nim w ciuciubabkę: „on patrzy na zadanie, a ja na niego i odwrotnie”, to musiało to wyglądać zabawnie z jego perspektywy. Warto wspomnieć, że moje spojrzenia były odzwierciedleniem słów „jak ty to pojmujesz? To naprawdę jest według ciebie łatwe?”. Zmarszczyłam brwi.
– Rozumiesz? Jak tak, to spróbujemy stworzyć równanie – zapytał, jedną ręką głaszcząc Shiloh'a. Pies z zadowolenia przechylił głowę i powoli mrużył oczka.
Schowałam kosmyk włosów za ucho, po czym westchnęłam głośno. Wciąż jednak nie dałam mu jednoznacznego znaku czy umiem, czy też nie. A to dlatego, że zbyt intensywnie się we mnie wpatrywał swoimi jasnoniebieskimi oczyma, szukając odpowiedzi na pytanie.
– Nie rozumiesz – sam sobie odpowiedział, a ja bez namysłu pokiwałam głową.
– Ani trochę – położyłam rękę na swoimi czole, w geście bezradności. – Przepraszam... staram się skupić, ale nie daję rady.
– Dobra, spróbujmy jeszcze raz – przerzucił wzrok na zadanie.
I takim sposobem minęło parę godzin. Cała ta nauka, przerywana kilkoma minutami rozmowy najprawdopodobniej wyszła mi na dobre. A przynajmniej powinna. Zerknęłam na zegarek: godzina wpół do piętnastej.
– Jestem zmęczona – włożyłam sobie w usta jedno z ciastek, których przyniosłam niedawno cały talerz.
– Ale zauważ, że dobrze ci idzie, jeszcze trochę – zmotywował mnie nieco, choć też wyglądał na bardzo zmęczonego.
– Już dużo rozumiem! – podniosłam głos, udając niezadowolenie.
– Ostatnie i daję ci spokój! W końcu miałem ci pomóc – powiedział, kartkując podręcznik.
Pokiwałam głową. Isaac wędrował palcem po następnych przykładach. Odczytywał je głośno, a ja odpowiadałam na większość poprawnie. W razie, gdy zdarzały mi się pomyłki, chłopak zaczynał mi wszystko tłumaczyć od podstaw. Nie sądziłam, że tak mi pomoże. Nie miałam też pojęcia, jak osiągnęłam pełne skupienie.
– To chyba tyle – chłopak wziął głęboki oddech, po czym wypuścił powietrze ustami.
– Dzięki za pomoc – uśmiechnęłam się, zamykając gwałtownie podręcznik.
Moja dłoń od razu powędrowała na Shiloh'a, który leżał u boku Isaaca. Od tego momentu, większość notatek w moim zeszycie mogę zamazywać kolorem żółtym i zielonym.
– Pewnie musisz już iść, nie? – spojrzałam na chłopaka, posmutniałym spojrzeniem. – Hej, umyłeś Shiloh'a? – szybko zmieniłam temat, głaszcząc naszego towarzysza.
< Isaac? >
Od Arka cd Reeve
Od Reeve do Arka
Szybko ubrałam bluzę i adidasy, a następnie wyszłam przed akademię, gdzie czekał tam na mnie Arek. Wtedy przypomniało mi się, że nie uczesałam włosów, dlatego pospiesznie naciągnęłam na głowę kaptur.
- Hej – odezwałam się z lekkim uśmiechem na twarzy. Byłam wdzięczna losowi, że było już dość ciemno, przez co trudno było dostrzec moją fryzurę. W sumie…zawsze mogę skłamać, że to artystyczny nieład, też sposób.
- Cześć, jedziemy?- odpowiedział.
- Możemy, ale to miejsce, gdzie trenujesz jest blisko?- spytałam.
- Niedaleko, wsiadaj – polecił mi, a ja zrobiłam co nakazał. On odpalił motor i ruszył. Po jakimś czasie byliśmy na miejscu.
- To…ja tu poczekam – wskazałam na kamień, na którym usiadłam. Blondyn wzruszył ramionami i odjechał, a ja założyłam słuchawki i włączyłam sobie muzykę. Minęło sporo czasu, a chłopak nie wracał. Byłam lekko zaniepokojona, ale cały strach o niego mi minął, kiedy poczułam jak ktoś lapie mnie w pasie i ciągnie do tyłu. Krzyknęłam wystraszona i spróbowałam się wyrwać, przez co walnęłam ktosia w twarz. Niezbyt mocno, ale wystarczyło, żeby mnie puścił. Podniosłam się i obróciłam, a kiedy zobaczyłam Arka trzymającego się za nos, zaczęłam się śmiać.
- Masz za swoje!- nie mogłam przestać się chichrać, ale po chwili spoważniałam.- Ćwiczyłeś na te walki, prawda?
- Tak – spojrzał na mnie, lekko zdziwiony moim pytaniem.
- Dlaczego z tym nie skończysz? W końcu coś pójdzie nie tak, trafisz do szpitala, albo zginiesz. Pewnie masz rodzinę…nie martwisz się o nich? Jak oni będą się czuć kiedy coś ci się stanie?- skończyłam mój monolog i wpatrywałam się w niego wyczekująco. Po chwili jednak dodałam.- Dlaczego to jest dla ciebie, tak cholernie ważne?
Arek?
piątek, 6 maja 2016
Od Arka cd Reeve
Gdy przyjechałem pod akademię dziewczyna poszła szybko do akademii. Chyba za szybko jechałem no ale cóż zawsze tak jeżdżę. Pewnie nie jest przyzwyczajona. No trudno. Zaparkowalem i po chwili przyszedł do mnie Dawid
- cześć - powiedziałem do niego
- cześć, dzisiaj idziesz znowu na nockę? - zapytał
- tak przecież mam nie długo walkę
- ty chyba się nigdy nie zmienisz - mruknął - ciekawe czy ta dziewczyna by coś zadziałała
- Reeve? A co może zrobić? My się tylko kolegujemy
- kolegujecie się? Ciekawe - zaśmiała się, - dobra ja spadam cześć
Dawid sobie poszedł a ja wróciłem do swojego pokoju.
Po 18 ubralem się w strój i wyszedłem z akademii nagle przyszedł mi sms od Reeve. Przeczytałem go i się zaśmiałem
Ja: Reeve ja już wszedłem z akademii
Reeve : Gdzie idziesz?
Ja: Do lasu muszę potrenowac
Reeve : mogę iść z tobą?
Ja: A wytrzymasz w ten zimny wieczór patrząc jak ja ćwiczę?
Od Malii C.D Isaaca
Podniosłam delikatnie brwi, po czym opuściłam je nieznacznie, mrużąc oczy. Mogło to wyglądać, jakbym się zdenerwowała, ale mijałoby się to z prawdą. Jedyne, o czym teraz myślałam to dlaczego Isaac nie chce wejść do windy. No cóż, przecież siłą go nie zaciągnę. W ostatniej chwili, gdy rozsuwane drzwi zapragnęły się zamknąć, włożyłam pomiędzy nich dłoń, co spowodowało, że się zatrzymały, a ja mogłam wyjść. Trafiłam na hol, jednocześnie przypominając sobie pytanie chłopaka.
– Nie mam żadnego zwierzaka, ale chcę mieć, od kiedy pamiętam – odpowiedziałam w końcu, zaciskając mocno zeszyt w palcach wskutek powracających wspomnień.
– Hej, hej – powiedział nagle – za chwilę nie będziesz miała się z czego uczyć – wskazał na wymiękający zeszyt, z którego strumykiem wyleciała woda.
Szybko przestałam, tym razem to on spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
– Zwierzaka miałam w dzieciństwie. Było, minęło – westchnęłam, nie chcąc powracać do żadnego ze wspomnień. – Teraz pomagam w schronisku, opiekuję się takimi uroczymi pieskami – kucnęłam, by znów pogłaskać mojego ulubieńca z gromadki Isaac'a. Chociaż tak właściwie tylko Shiloh'a udało mi się poznać.
– Więc kontakt z psami masz – oznajmił, a ja pokiwałam głową. – Dlaczego nie chcesz mieć swojego? – dodał nagle, a ja uniosłam głowę do góry, patrząc na jego twarz.
– Jasne, że chce mieć, ale to wiąże się z dużą odpowiedzialnością – odparłam ze smutkiem w głosie. – Jestem osobą, która dosyć zaniedbuje tę cechę.
Isaac zmarszczył brwi, przekrzywiając nieco głowę.
– W takim razie jak pracujesz w schronisku? – zapytał.
– Lubię to i tam czuję się o wiele lżej. Zdaje sobie sprawę z tego, że opiekowanie się dziesiątkami psów jest trudniejsze, ale tam wiem, że nie jestem sama – podniosłam się z przysiadu.
Wydawało mi się, że Isaac rozumie, o czym mówię, ale trudno było go rozgryźć.
– To co, wyprawa na czwarte piętro? – postawiłam nogę na pierwszym schodku.
– Nie jedziesz? – nie odwracając głowy, chłopak wskazał na otwierające się drzwi od windy, zza których za chwilkę wyłoniła się starsza pani, z pogardą patrząca na „wytykającego palcem” Isaaca. Ten bez namysłu zabrał rękę, a ja zaśmiałam się pod nosem.
– Pójdę z tobą, mogę? – zapytałam szybko.
Isaac pokiwał głową i po chwili oboje znajdowaliśmy się już w drodze na czwarte piętro. Odgłosy naszych butów i zadbanych pazurów czworonogów rozbijały się głośno o ściany w postaci echa. Dopiero drugie piętro, a ja już czuję, że nie mam nóg.
– Hej, przerwa – uśmiechnęłam się błagalnie, co kontrastowało z wymalowanym na twarzy zmęczeniem.
– Już zmęczona? To wyobraź sobie, że codziennie tak robię – chłopak zaśmiał się pod nosem.
– Żartujesz? – odparłam się o zimną ścianę, po czym potarłam dłonią o swój kark, wyraźnie czując oznaki wyczerpania. – Na co ja się zgodziłam... – wzięłam głęboki oddech.
– Wybacz, nie musiałaś – Isaac wzruszył delikatnie ramionami, poprawiając smycze, które powoli wbijały mu się w dłoń.
Jako odpowiedź uniosłam do góry rękę, jakby tym gestem mówiąc „spokojnie, dam radę”. Już za chwilę pokonywaliśmy kolejne schodki, aż doszliśmy do Ziemi Obiecanej... znaczy na piętro czwarte, na którym znajdował się pokój Isaaca, natomiast na drugim końcu korytarza – mój. Stanęliśmy przed losowymi drzwiami.
– To... – zaczęłam, nieco niepewnie – kiedy mógłbyś pomóc mi w matmie?
– A która godzina? – zapytał.
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.
– Osiemnasta – odparłam.
– Muszę zająć się nimi – wskazał na psy. – Może jutro o jedenastej?
– Tak wcześnie? – podrapałam się po głowie. – No dobra, jeśli wstanę – podniosłam kącik ust.
Postanowiłam nie narzekać, przecież to on zaoferował mi pomoc. Chociaż nie ukrywam, że w sobotę miałam problem z pobudką o tej porze.
– Do zobaczenia – odezwał się, a ja jedynie pomachałam delikatnie dłonią i weszłam do swojego pokoju.
Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to przebrać się i wysuszyć ubrania. Drugie, to trochę ogarnąć, bo powoli w tym pokoju nie widać podłogi. Przy muzyce w słuchawkach bez problemu udało mi się zrobić to wszystko w krótkim czasie. Oczywiście nie obyło się bez tańczenia z mopem.
„Jest znośnie”, pomyślałam, mając na myśli ład w pokoju. Ostatecznie położyłam się spać o dwudziestej trzeciej. Natomiast „rano”o jedenastej, obudziło mnie pukanie do drzwi. Zareagowałam tak gwałtownie, jakby co najmniej mnie zaatakowano. W efekcie spadłam z łóżka, co pewnie gość słyszał, pomijając już moje stękanie z bólu.
– Chwila! – krzyknęłam w kierunku drzwi.
W tym czasie starałam się szybko znaleźć jakieś ubrania, zamiast paradować w koszulce i bieliźnie. Grzebiąc w szafkach, włożyłam na siebie jakieś krótkie spodenki i szarą koszulkę. Następnie podbiegłam do drzwi, prawie zabijając się po drodze o własne nogi. Otworzyłam wrota do swojego pokoju i od razu ujrzałam swojego nauczyciela, znaczy Isaaca.
Pomachałam dłonią w geście powitalnym i poprosiłam go o to, by wszedł do środka.
– Mam nadzieję, że do mnie też będziesz miał tyle cierpliwości co do psów – zaśmiałam się cicho.
< Isaac? Oj tam xd >