Po odebraniu planu lekcji i klucza ruszyłam w poszukiwaniu przeznaczonego mi pokoju. Po krótkich poszukiwaniach znalazłam go, a kiedy otwarłam już drzwi weszłam do środka. Nie zwracając zbędnej uwagi na wystrój wnętrza rozpakowałam się, a w chwili gdy wyciągałam z walizki jeansy zamarłam. W panice zaczęłam przeszukiwać torbę, a kiedy nie znalazłam rzeczy, o którą mi chodziło sięgnęłam po telefon i wybrałam numer do mojej ukochanej siostrzyczki, która uwielbia „pożyczać” wszystko ode mnie.
- Reeve, o co chodzi?- usłyszałam jej głos.
- Wiesz o co, Di. Gdzie moja MP4?- wysyczałam do telefonu.
- Ee…mogłam przez przypadek zapomnieć ci ją oddać…- moja wolna dłoń zacisnęła się w pięść, a następnie rozłożyłam ją z powrotem.
- Jeśli mi jej zaraz nie przyślesz to obiecuję, że jak wrócę…- ze złości nie mogłam się wysłowić. Moja bliźniaczka zaśmiała się.
- Pójdę na pocztę jutro, do zobaczenia!- pożegnała się śpiewnym głosem i rozłączyła. Westchnęłam męczeńsko. Rzuciłam komórkę na łóżko i rozejrzałam po pokoju. Biała pościel, jasne ściany i dodatki w jasnofioletowym kolorze. Z jednej z kilku toreb wyciągnęłam Xboxa i podłączyłam go do telewizora. Laptopa umieściłam na biurku, a książki na półce. Buty znalazły swoje miejsce przy drzwiach, ciuchy w szafie. Podczas rozpakowywania się naszła mnie ochota na trening z moim koniem, albo przejażdżkę po lesie. Po skończonej pracy szybko przebrałam się w czarne legginsy i szarą koszulkę. Założyłam też ciemną bluzę oraz chwyciłam do ręki toczek. Z pomocą kilku osób po kilkunastu minutach dotarłam do stajni. Z ostatniego boksu wychylał łeb piękny gniadosz. Podeszłam do niego i otwarłam drzwi. Biorąc do ręki szczotkę i kopystkę wyczyściłam konia z wszelkich zabrudzeń, a następnie go osiodłałam. Wyprowadziłam ogiera ze stajni i wsiadłam na jego grzbiet. Zapięłam kask i skróciłam wodze po czym pogoniłam konia by ten ruszył stępem w stronę lasu. Po kilku kłusach pozwoliłam mu na swobodny galop po leśnej ścieżce. Kiedy dostrzegłam kłodę leżącą na ziemi skierowałam na nią wierzchowca. Serapis zaparskał i ochoczo popędził w stronę przeszkody, przeskakując nad nią dobry metr. Uśmiechnęłam się widząc jego entuzjazm, nie było rzeczy, której ten ogier by nie przeskoczył. Postanowiłam pojechać na łąki, by poćwiczyć tam wytrzymałość Apolla. Przy ogrodzeniu dostrzegłam blondwłosą dziewczynę i chłopaka na białym koniu. Rozmawiali, a ja nie chcąc im przeszkadzać starałam się ich ominąć. Zauważyli mnie…pomachali mi rękoma, a ja skierowałam Serapisa w ich stronę. Ogier zarżał im na powitanie, a ja powiedziałam po prostu:
- Hej.
<Mike? Amanda?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz