Uśmiecham się speszony i ściskam jej dłoń.
- Logan Henderson - przedstawiam się.
Dziewczyna wygląda dość mrocznie, ponuro, wręcz strasznie. Jeszcze ten jej uśmiech i papieros, którego nie dawno wyrzuciła. Od razu przypomniała mi bandę dziewczyn z mojej szkoły. Terroryzowały każdego, wyłudzały pieniądze, mieszały się w bójki, poniżały każdego. O dziwo dobrze się uczyły, tak przeciętnie. Nauczyciele oczywiście nic nie mogli zrobić, bo niczego nie dostrzegali, a wszyscy bali się tych dziewczyn tak bardzo, że każdy siedział cicho. Ja także, ale do czasu. Gdy uderzyły mojego chłopaka, postawiłem się. Oczywiście to ja leżałem na ziemi pobity, ale usunęli je ze szkoły, gdyż wszystko wygadałem. Może to było podobne do takiego kabla, który wszystko donosi, ale nie o tonmi chodziło.
Niepewnie siadam pod drugim drzewem, oddalonym od Jade o około trzy metry.
- Wystraszyłem się - mówię nerwowo, drapiąc się po karku.
Jade była wyluzowana. Siedzi pod drzewem i patrzy przed siebie. Nie wygląda na to, aby się zamyśliła. Bardziej, jakby na coś czekała.
- Aż taka straszna jestem? - odzywa się i wyciąga z kieszeni kolejnego papierosa, którego podpala zapalniczką. - Chcesz? - proponuję mi fajkę, ale ja odmawiam. Kiedyś spróbowałem i mi nie posmakowało. Po za tym przez tą maleńką rzecz niszczymy nasze organizmy od środka i z własnej woli.
- Tak jakby. Jestem po prostu ostrożny i trochę strachliwy - na twarzy Jade widzę minimalny uśmieszek... diabła?
- A wyglądam ci na potwora? - pyta i zaciąga się. Jak widzę, lubi się droczyć z ludźmi, albo jej się po prostu nudzi. Wszystko możliwe.
- I to jakiego - mówię żartobliwie, na co ona mierzy mnie złowrogim wzrokiem. Ja jedynie uśmiecham się delikatnie i modlę w myślach, aby nie wrócić z połamaną kończyną.
<Jade?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz