wtorek, 14 czerwca 2016

Od Amber do Rebela

- Ami – potrząsnął mną brat. Otworzyłam leniwie oczy i przetarłam je zaspana. Przez całą w kroplach szybę, dostrzegłam budynek, przypominający zamek. Czyli dojechaliśmy, no w końcu.
Poprawiłam szybko włosy, przeczesując je palcami i wygładziłam swoją bluzę. Biała limuzyna zatrzymała się na szkolnym parkingu, ale nie zwróciło to niczyjej uwagi. Nic dziwnego, skoro lało jak z cebra, a dodatkowo była sobota. Pewnie wszyscy siedzieli w swoich pokojach, chroniąc się przed deszczem. Z cichym westchnieniem otworzyłam drzwi i wyszłam z samochodu. Chłodne powietrze podrażniło mój nos, dlatego kichnęłam głośno. Nie usłyszałam żadnego „na zdrowie”. Rodzice pospiesznie wysiedli z auta i skierowali się w stronę gabinetu dyrektora, a szofer wyjął z bagażnika moje torby i walizki. Kiedy wrócili i dali mi klucz, Atilio zaniósł bagaż do wyznaczonego miejsca. Zaciekawiona szybkim ruchem otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Pokój był naprawdę spoko – duży z wypolerowaną podłogą i lśniącymi meblami. Nad łóżkiem było wielkie okno, z którego rozciągał się widok na ogród, czy park. Moje torby zajmowały połowę pomieszczenia, ale okazało się, że w szafach jest dość miejsca, żeby pomieścić moje książki i ubrania. Jednym słowem, dało się przeżyć. 
- No to narka, mała – usłyszałam głos Percy’ego. Odwróciłam się w jego stronę i przytuliłam go. Chłopak odwzajemnił uścisk, a kiedy się odsunął, rzucił we mnie prezerwatywą. – Nie szalej za bardzo!
- Głupek – skomentowałam i wyrzuciłam ją do kosza. 
- Amber, dlaczego nosisz tą starą bluzę? – usłyszałam gniewny głos mamy, która mierzyła mnie krytycznym spojrzeniem. Większość tego nie rozumiała, ale czarna bluza z biały napisem „Rezi Style” miała dla mnie sentymentalną wartość. Był to ostatni prezent od mojego kuzyna, który dwa dni później powiesił się. Długa historia… - Mogłabyś mieć jakąkolwiek chcesz, a ty nosisz tą szmatę!
- Sally, daj jej spokój – uspokoił ją tata, wchodząc do pokoju. Przytulił mnie i wyszeptał – Moja dzielna dziewczynka, bądź grzeczna dobrze?
- Musi, inaczej ją stąd wyrzucą. Niech nawet nie próbuje tych żartów co w Culver Creek – zagroziła matka. Z trudem powstrzymałam chytry uśmieszek i podeszłam do niej, by się pożegnać. 
****
Pierwszy miesiąc w nowej budzie, zaliczone! 
- Jackson! – surowy głos nauczyciela wyrwał mnie z zamyślenia. – Skup się i przestań bazgrać po ławce! 
Profesor Luis był pulchnym mężczyzną po czterdziestce, niecierpiącym kiedy ktoś nie uważa na jego bardzo interesujących lekcjach. Miał mnie na oku od kiedy dosypałam mu do soku, odrobiny Maryśki przez co mieliśmy bardzo wesołą biologię. Obiecałam, że nigdy tego nie powtórzę, ale on miał siedzieć cicho. Doszliśmy do kompromisu.
- Przepraszam! – do klasy wszedł Marco, jeden z pracowników szkoły. – Potrzebuję kogoś do oprowadzenia nowego ucznia.
Nauczyciel utkwił we mnie wredne spojrzenie swoich świńskich oczek i zdawał się nie zauważać podniesionych do góry rąk dziewczyn, które chciały podjąć się zadania.
- Jackson, bądź tak miła – uśmiechnął się, a ja miałam ochotę urwać mu jaja. Co mnie obchodził jakiś nowy, jakby nie mógł sam sobie poradzić. 
- Ależ oczywiście profesorze – wysyczałam i szybkim ruchem chwyciłam torbę i wyszłam za Marco. Podążyłam za nim, aż do sekretariatu, gdzie siedział brunet, chyba to ten nowy. Dostałam kartkę, na której zapisano rzeczy, które ma wiedzieć chłopak. Gestem dałam mu znak, żeby poszedł za mną, a on chwycił pokrowiec na gitarę i posłusznie poszedł za mną.
- No więc, nasza szkoła jest bardzo fajna, uczy się tu wiele ciekawych ludzi, mam na myśli kujonów. Jest to szkoła z wysokim poziomem nauczania i kładziemy tu szczególny nacisk na sport. Zadowolony?
- Nie powinienem widzieć nic więcej – prychnął. 
- Wiesz co? Nie słyszę co mówisz, bo choruję na „A gów*o mnie to obchodzi”! – odpyskowałam. – Jeśli już chcesz wiedzieć to uważaj na chłopaków, świeżaku. Z tego co słyszałam inicjacja nie należy do przyjemnych. 

Rebel?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz