wtorek, 14 czerwca 2016

Od Rebela

Westchnąłem patrząc na budynek, a dokładniej moją nową szkołę. W zasadzie wszystko to przypominało raczej jakiś pieprzony pałac otoczony małym laskiem. Na dodatek był umiejscowiony jakieś dwa kilometry od miasta, z dala od hałasu i tłoku. Tym gorzej dla mnie. Miałem nadzieję, że w szkole panowała zupełnie inna atmosfera. Skrzywiłem się na myśl, że mogą tu być sami nudziarze i kujoni. Tego bym nie wytrzymał.
Wracając do tematu, wygląd szkoły wraz z przepięknym krajobrazem dawał wręcz bajkowy obraz. Żygam, cholerka, tęczą.
Pokręciłem głową w końcu podchodząc do ogromnych, drewnianych drzwi prawdopodobnie będących głównym wejściem do 'szkoły'. Ciekawiło mnie, czy wnętrze jest równie zamkowe. Znaczy, jak we wszystkich filmach o średniowieczu przedstawiony był dziedziniec, na którego końcu stał królewski tron. Cóż... byłem w wielu szkołach i z doświadczenia wiem, że niektóre naprawdę były przekombinowane. Na przykład ostatnia szkoła do jakiej uczęszczałem była sfiksowana na punkcie piłki nożnej. Na holu głównym stała ogromna piłka do nogi ze zdjęciami szkolnej reprezentacji. Serio, miała chyba z dwa metry wysokości. Strasznie jej nienawidziłem, przeszkadzała mi za każdym razem, gdy wchodziłem do środka. 
Po mimo tego lubiłem tamtą szkołę, czego nie mogłem powiedzieć o tej. Nie wiem czemu, ale już czułem do niej niechęć, chociaż nawet nie wszedłem do środka. Przeklinam dyrektora, który wyrzucił mnie ze szkoły z powodu głupiego blanta z mojego piórnika. Przeklinam moich rodziców, którzy wysłali mnie tu, żebym się 'oderwał od złego towarzystwa' i 'naprawił'. Jakbym był przedmiotem.
Poprawiłem torbę wiszącą na moim ramieniu i otworzyłem drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu wnętrze było strasznie nowoczesne. Tą szkołę musiał prowadzić ktoś mega dziany. Miałem nadzieję, że równie dobrze będzie wyglądał mój pokój. Chociaż... to w sumie nie ma znaczenia. I tak spędzę tu co najwyżej dwa miesiące. Trzy jeśli nauczyciele będą nadzwyczaj cierpliwi. 
Przeczesałem wzrokiem pusty korytarz poszukując sekretariatu. Znalazłem go po kilku sekundach. Zapukałem mocno, a po usłyszeniu cichego 'proszę' wszedłem do środka. Naprzeciw mnie, przy ogromnym, szklanym biurku siedziała starsza kobieta, około sześćdziesiątki, o mile wyglądającym wyrazie twarzy.
- Dzień dobry - powiedziałem i praktycznie rzuciłem się na czerwony fotel stojący przy ścianie.
- Dzień dobry. Jesteś tym nowym uczniem, rozumiem? - spytała, a ja pokiwałem głową rzucając swoje papiery tuż przed jej nos. Zmarszczyła brwi i popatrzyła na mnie z naganą. 
- Dobrze, zostałeś przydzielony do klasy B. Formalnościami zaj...
- Okej, kumam - przerwałem jej - przechodziłem to już nie raz, co za pewne Pani widzi w moich papierach. Po prostu chcę klucze do pokoju i kogoś kto oprowadzi mnie po szkole. - Ponownie zostałem obdarowany tym samym spojrzeniem. Nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Kwestia przyzwyczajenia. Kobieta przyglądała mi się przez chwilę.
- Marco! - krzyknęła w końcu, jednak bez żadnego odzewu.
- Marco! - powtórzyła jeszcze głośniej, a do pomieszczenia wpadł wyraźnie zaspany starszy mężczyzna. Na oko miał tyle samo lat co kobieta, może byli małżeństwem.
- Marco, przyprowadź proszę jakiegoś ucznia, który oprowadzi tego młodzieńca po szkole. - Mężczyzna westchnął i przewrócił oczami.
- Już idę - burknął i wyszedł z pokoju. Od razu widać kto rządził w ich związku. Postawiłem pokrowiec z gitarą na ziemi oczekując na przybycie starszego pana. Po kilku minutach, które trwały wieczność, drzwi sekretariatu w końcu się otworzyły.

< Ktoś? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz