- A dziękuję, dziękuję. Z ciebie też niezły. - powiedziałam odchylajac się do tyłu. Chłopka się uśmiechnął i zaraz doruwnał mi kroku. Rozmawialiśmy cały czas nie patrzac na drogę. Jednym słowem daliśmy wolną ręke koniom, niech idą tam gdzie ich kopyta poniosą i tak jakoś wrucimy... Po paru godzinach stanęlismy. Oboje rozejrzelismy się zdezoriętowani dookoła.
- Eee... Wiesz może gdzie jesteśmy?
- Nie, chyba się zgubiliśmy i to tak na powarznie...
Zsiadłam z klaczy i przeżuciłam wodze przez jej głowę.
- Choć znajdziemy jakąś drogę.
Chłopak zrobił to co ja i poszliśmy w las który wydawał nam się znany. Pewnie stawiałam kroki udąc wąską ścieżką obok Mika... Dochodził wieczur a my dalej nie znaleźliśmy drogi. W końcu wyszło na to że znaleźliśmy się na jakiejś łące. Ale nie byle jakiej łące. Ta byla przepiękna a otaczały ją kamienne ściany. Wchodziło się to przez jakby jaskinie która była ukryta za zwisajacymi llianami. A na samym śrobku pasły się dzikie konie. Uśmiechnęłam się na ten widok bo w podobnej sytuacji znalazłam Brosh. Pogłaskałam klacz po miękkim nosie i spojrzałam na Mika.
- Ślicznie tu, nie sądzisz?
- Zgadzam się z tobom. Zadziwiajacy widok...
Spojrzałam w niebo robiło się coraz ciemniej.
- Nie ma sensu teraz wracać do domu. I tak w nocy nic nie znajdziemy jeszcze się bardziej zgubimy. Proponuje tu przenocować a jutro nie mamy lekcji w związku z jakimś świętem szkoły czy czegoś takiego, więc będziemy mieć cały długi dzień na odnalezienie się... - uśmiechnęłam się do chłopka.
- A jak zamierzasz spać?
- Wiesz w domu rozinnym spałam na drzewach i sianie, ale... Jestem na coś takiego przygotowana.
Wyciągnęłam z torby dwa koce poskładane w kostkę.
- Moja mama zawsze powtarzała "Trzeba być gotowym na każdą ewentualność "- mówiłam udając moją mamę. Mike zacząl się śmiać. Rozsiodłaliśmy nasze konie i puściliśmy je do tamtych dzikich. Sami natomiast rozłożyliśmy się na trawie... Leżeliśmy obok siebie patrząc w gwiazdy. Poparu minutach wpatrywania się w niebo zasnęłam...
~ Następny piękny dzień ~
Obudziła mnie Brosh skubiąca moje włosy. O dziwo leżałam przytulona do Mika. Szybko się odsunęłam i szturchnęłam chłopaka.
- Ej czas wstać...
- Dajmi jeszcze pięć minut...
Popatrzyłam na niego z ukosa i wstałam. Podeszłam do ogiera należącego do Mika i zaprowadzilam go do właściciela. Ten zaczął miziać go po policzku. Stałam niedaleko i śmiałam się z chłopaka prubującego odgonić wierzchowca.
Mike?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz