Chłopak nie miał najwyraźniej ochoty odpowiedzieć na moje pytanie, a ja nie chciałam naciskać. Każdy ma swoje tajemnice i nikt nie powinien się nimi interesować.
- Jasne – odpowiedziałam i spróbowałam się uśmiechnąć, ale pewnie wyglądało to jak grymas.
Po wizycie u dyrektora, która zakończyła się pomyślnie dla Arka wyszliśmy przed akademię, by po chwili wsiąść na motor. Tym razem prowadził blondyn, ja za to siedziałam z tyłu i obejmowałam go w pasie, trzymając się go kurczowo. Jeździł dużo szybciej ode mnie i chociaż w pewnym sensie mi się to podobało, zaczęło mi się robić niedobrze. Co prawda, nie miałam choroby lokomocyjnej, ale czasami po prostu szybsza jazda wywoływała u mnie mdłości. Arek chyba zauważył, że coś nie gra, bo po jakimś czasie się zatrzymał i kazał mi zejść z maszyny. Dał mi też wodę do picia, którą skądś wyciągnął.
- Dobrze się czujesz? – spytał. Kiwnęłam głową na „tak” i oddałam mu butelkę. Usiadłam na jednym z większych kamieni i pochyliłam głowę. Wzięłam kilka głębszych wdechów po czym wstałam i zapytałam:
- Możemy jechać…ale wracamy, dobrze?
- Okej – odpowiedział. Kiedy stanęliśmy przed budynkiem szkoły, bez pożegnania pobiegłam do swojego pokoju, a dokładniej łazienki i zwymiotowałam do sedesu. Chyba powinnam sobie odpuścić następnym razem szybką jazdę. Umyłam szybko zęby i poszłam się położyć. Godzina drzemki dobrze mi zrobi. Ustawiłam sobie budzik na godzinę 18:00 (teraz była 16:52) i zasnęłam.
Obudził mnie dzwonek telefonu. Przetarłam oczy i podniosłam się. Podeszłam do lustra, w którym się przejrzałam. Moje włosy były potargane, a bluzka pognieciona, ale nie chciało mi się poprawiać swojego wyglądu. Nie wiedząc co innego mogę zrobić, napisałam do Arka.
Ja: Hej, przychodzisz pograć?
Arek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz