piątek, 6 maja 2016

Od Malii C.D Isaaca

Podniosłam delikatnie brwi, po czym opuściłam je nieznacznie, mrużąc oczy. Mogło to wyglądać, jakbym się zdenerwowała, ale mijałoby się to z prawdą. Jedyne, o czym teraz myślałam to dlaczego Isaac nie chce wejść do windy. No cóż, przecież siłą go nie zaciągnę. W ostatniej chwili, gdy rozsuwane drzwi zapragnęły się zamknąć, włożyłam pomiędzy nich dłoń, co spowodowało, że się zatrzymały, a ja mogłam wyjść. Trafiłam na hol, jednocześnie przypominając sobie pytanie chłopaka.
– Nie mam żadnego zwierzaka, ale chcę mieć, od kiedy pamiętam – odpowiedziałam w końcu, zaciskając mocno zeszyt w palcach wskutek powracających wspomnień. 
– Hej, hej – powiedział nagle – za chwilę nie będziesz miała się z czego uczyć – wskazał na wymiękający zeszyt, z którego strumykiem wyleciała woda. 
Szybko przestałam, tym razem to on spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
– Zwierzaka miałam w dzieciństwie. Było, minęło – westchnęłam, nie chcąc powracać do żadnego ze wspomnień. – Teraz pomagam w schronisku, opiekuję się takimi uroczymi pieskami – kucnęłam, by znów pogłaskać mojego ulubieńca z gromadki Isaac'a. Chociaż tak właściwie tylko Shiloh'a udało mi się poznać. 
– Więc kontakt z psami masz – oznajmił, a ja pokiwałam głową. – Dlaczego nie chcesz mieć swojego? – dodał nagle, a ja uniosłam głowę do góry, patrząc na jego twarz. 
– Jasne, że chce mieć, ale to wiąże się z dużą odpowiedzialnością – odparłam ze smutkiem w głosie. – Jestem osobą, która dosyć zaniedbuje tę cechę. 
Isaac zmarszczył brwi, przekrzywiając nieco głowę. 
– W takim razie jak pracujesz w schronisku? – zapytał.
– Lubię to i tam czuję się o wiele lżej. Zdaje sobie sprawę z tego, że opiekowanie się dziesiątkami psów jest trudniejsze, ale tam wiem, że nie jestem sama – podniosłam się z przysiadu. 
Wydawało mi się, że Isaac rozumie, o czym mówię, ale trudno było go rozgryźć. 
– To co, wyprawa na czwarte piętro? – postawiłam nogę na pierwszym schodku. 
– Nie jedziesz? – nie odwracając głowy, chłopak wskazał na otwierające się drzwi od windy, zza których za chwilkę wyłoniła się starsza pani, z pogardą patrząca na „wytykającego palcem” Isaaca. Ten bez namysłu zabrał rękę, a ja zaśmiałam się pod nosem. 
– Pójdę z tobą, mogę? – zapytałam szybko. 
Isaac pokiwał głową i po chwili oboje znajdowaliśmy się już w drodze na czwarte piętro. Odgłosy naszych butów i zadbanych pazurów czworonogów rozbijały się głośno o ściany w postaci echa. Dopiero drugie piętro, a ja już czuję, że nie mam nóg. 
– Hej, przerwa – uśmiechnęłam się błagalnie, co kontrastowało z wymalowanym na twarzy zmęczeniem.
– Już zmęczona? To wyobraź sobie, że codziennie tak robię – chłopak zaśmiał się pod nosem. 
– Żartujesz? – odparłam się o zimną ścianę, po czym potarłam dłonią o swój kark, wyraźnie czując oznaki wyczerpania. – Na co ja się zgodziłam... – wzięłam głęboki oddech. 
– Wybacz, nie musiałaś – Isaac wzruszył delikatnie ramionami, poprawiając smycze, które powoli wbijały mu się w dłoń. 
Jako odpowiedź uniosłam do góry rękę, jakby tym gestem mówiąc „spokojnie, dam radę”. Już za chwilę pokonywaliśmy kolejne schodki, aż doszliśmy do Ziemi Obiecanej... znaczy na piętro czwarte, na którym znajdował się pokój Isaaca, natomiast na drugim końcu korytarza – mój. Stanęliśmy przed losowymi drzwiami. 
– To... – zaczęłam, nieco niepewnie – kiedy mógłbyś pomóc mi w matmie? 
– A która godzina? – zapytał. 
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.
– Osiemnasta – odparłam. 
– Muszę zająć się nimi – wskazał na psy. – Może jutro o jedenastej? 
– Tak wcześnie? – podrapałam się po głowie. – No dobra, jeśli wstanę – podniosłam kącik ust. 
Postanowiłam nie narzekać, przecież to on zaoferował mi pomoc. Chociaż nie ukrywam, że w sobotę miałam problem z pobudką o tej porze. 
– Do zobaczenia – odezwał się, a ja jedynie pomachałam delikatnie dłonią i weszłam do swojego pokoju. 
Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to przebrać się i wysuszyć ubrania. Drugie, to trochę ogarnąć, bo powoli w tym pokoju nie widać podłogi. Przy muzyce w słuchawkach bez problemu udało mi się zrobić to wszystko w krótkim czasie. Oczywiście nie obyło się bez tańczenia z mopem. 
„Jest znośnie”, pomyślałam, mając na myśli ład w pokoju. Ostatecznie położyłam się spać o dwudziestej trzeciej. Natomiast „rano”o jedenastej, obudziło mnie pukanie do drzwi. Zareagowałam tak gwałtownie, jakby co najmniej mnie zaatakowano. W efekcie spadłam z łóżka, co pewnie gość słyszał, pomijając już moje stękanie z bólu. 
– Chwila! – krzyknęłam w kierunku drzwi. 
W tym czasie starałam się szybko znaleźć jakieś ubrania, zamiast paradować w koszulce i bieliźnie. Grzebiąc w szafkach, włożyłam na siebie jakieś krótkie spodenki i szarą koszulkę. Następnie podbiegłam do drzwi, prawie zabijając się po drodze o własne nogi. Otworzyłam wrota do swojego pokoju i od razu ujrzałam swojego nauczyciela, znaczy Isaaca. 
Pomachałam dłonią w geście powitalnym i poprosiłam go o to, by wszedł do środka. 
– Mam nadzieję, że do mnie też będziesz miał tyle cierpliwości co do psów – zaśmiałam się cicho.

< Isaac? Oj tam xd >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz