poniedziałek, 2 maja 2016

Od Amandy CD Aspen

Mieliśmy dziś dzień wolny więc od rana siedzialam i albo przeglądałam komutke albo podręczniki. Tak jak mi się nudzi to się uczę. Nie bylo mowy żebym teraz poszła do Brosh przecież nadal jest zmęczona po wczorajszych zawodach z Crossu. Siedziałam na łużku przekopują rozwalone po nim książki i zaszyty w poszukiwaniu telefonu. Gdy fo znalazłam odebralam polączenie od brata.
- No hej.- powiedizałam usmiechając się do siebie. Bartek wypytaywał się jak mi poszło na wczorajszych zawodach bo nie mógł przyjść.
- A nie najgorzej, znów zdobyłyśmy pierwsze miejsce... Tak, tak Brosh jeszcze żyje... - zaśmialam odpowiadając. W pewniej chwili usłyszałam pukanie do drzwi - Czekaj ktoś puka.
Podeszłam do drzwi otwierając je. Stała tam rudowłosa dziewczyna z laptopem w ręku.
- Cześć, jestem Aspen. Wiesz może, jak obsługuje się komputer? - zapytała dość niewyraźnie ale ją zrozumiałam.
- Bartek zadzwonie jutro... No pa. - powiedzialam rozłączając się. - Tak wejdź.- zaproziłam Aspen. Dziewczyna stanęła na środku i rozjerzała się po pokoju. Zatrzymała się przy wstążkach z Crossu. Nie zwracając na to uwagi podeszłam do dziewczyny.
- A o co dokladnie chodzi?
- O Wi-Fi. Nie wiem jak się je włacza.
- Pokarz mi laptopa.
Aspen podała mi laptopa a sama zaczęla coś tam robić. No mniejsza. Usiadłam przy biurku orwierając komputer. Kliknęłam pare razy i właczyłam internet.
- Amanda tak?
- Skąd wiesz?
- Tu pisze. - powiedziała wskazując na wiszący na ścianie dyplom. Uśmiechnęłam się i podrapalam po głowie. Odwruciłam się i zamknęłam laptopa. Wstałam i podałam go dziewczynie.
- Prosze Wi-Fi działa.
- Dzięki... - powiedziala wychodząc.
- Jakbyś jeszcze czegoś potrzebowała to pytaj ja zawsze pomoge. - powiedzialam jakwychodziła... Po jakiejś godzinie siedzenia w pokoju wyszłam z pokoju zamykając go. Swoje kroki skierowalam do stajni. Podeszłam do Brosh podając jej jabłko. Klacz chętnie je zjadła i trącila mnie w ramie.
- Nie mam więcej. - powiedzialam wchodząc do boksu. Założyłam klaczy uzdę i podpięlam lonże po czym wyprowadziłam ją z boksu. Wzięłam ją na wybieg i odpięłam lonże puszczając ją. Brosh zastrzygła uszami i podeszła do drzewa pod którym zaczęła skubać trawę. Stalam tam chwilę kiedy usłyszałam stukanie obcasów o bruk. Po chwili stala obok mnie Aspen i przyglądała się Brosh.
Aspen?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz