Arek miał rację, wzięłam to na poważnie, a to były żarty. Westchnęłam i wróciłam do fortepianu. Zagrałam jeszcze kilka znanych mi piosenek, po czym pojechałam z Aki i Serapisem na przejażdżkę. Kiedy wróciłam do akademii przypomniałam sobie o kapciach, które zostawiłam wczoraj u chłopaka. Weszłam cicho do jego pokoju. Blondyn chyba spał. Podeszłam do jego łóżka, a kiedy schyliłam się po buty, Arek poruszył się i cicho jęknął. Zaskoczona podniosłam się i przyjrzałam mu lepiej. Miał zabandażowany brzuch i rękę. Bandaże były zakrwaiawione. Z trudem powstrzymałam pisk i ostrożnie usiadłam na ziemi, w taki sposób, żeby widzieć twarz chłopaka, miał podbite oko, jednak nie szpeciło go to, wręcz przeciwnie...cholera, co ja gadam?
- Coś ty sobie zrobił? - mruknęłam sama do siebie, po czym dodałam - Skoro wdajesz się w bójki, powinieneś umieć się zabandażować.
Pobiegłam po świeże bandaże do pielęgniarki, wymyślając na poczekaniu jakąś wymówkę. Następnie obudziłam blondyna, który niechętnie usiadł, dzięki czemu zmieniłam mu opatrunek na brzuchu i ręce. Tym razem miał zrobione to porządnie. Związałam włosy gumką i usiadłam na krześle. Przyglądałam się drzemiącemu koledze...chociaż nasze stosunki nie były normalne. Przysunęłam się i niepewnie złapałam jego dłoń. Czułam, że muszę się nim zaopiekować jak młodszym rodzeństwem, chociaż on był starszy ode mnie.
***
Z samego rana poszłam zobaczyć co u blondyna i pomóc mu w zmianie opatrunku. Powitał mnie grymasem, który uznałam za uśmiech. Chłopak skarżył się na nudę, ale przez rany był uziemniony.
Usiadłam niedaleko niego i splotłam swoje palce z jego.
- Nagrabiłeś sobie, kotku - uśmiechnęłam się mimowolnie.
Arek?
czwartek, 12 maja 2016
Od Reeve do Arka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz