- W sumie, też sposób - uśmiechnęłam się krzywo.
- A jak to było u ciebie? - spytał blondyn.
- Było kilku...ale to stare dzieje - westchnęłam i przewróciłam oczami. - Oni też lubili się zabawić, ale jak już mówiłam nie chcę do tego wracać. Było minęło, prawda Aki?
Sunia podniosła głowę na dźwięk swojego imienia i podbiegła do mnie, łasząc się do mojej nogi, która zwisała z łóżka.
- W każdym razie...musisz iść do pielęgniarki, albo lekarza - zmieniłam temat, nie chcąc gadać o byłych chłopakach.
- Co? W życiu - zaprotestował, kładąc się ponownie.
- Ale to może być poważna rana.
- Nie, daj mi spokój Reeve.
- Cholerka...przynajmniej pozwól mi zmienić ci opatrunek, bo wda ci się zakażenie i będziesz się męczył - powiedziałam, chcąc mu pomóc.
- Byle szybko - mruknął, a ja powtórzyłam to co zrobiłam wczoraj. Później położyłam się obok niego, a Aki wtulona w mój bok, drzemała co jakiś czas cicho pochrapując.
- Wiesz co? Współczuję ci tej ucieczki z domu...
- Niby czemu? - prychnął.
- Jak ja byłam mała... - zaczęłam i usiadłam podkurczając nogi. - ...mama zawsze wieczorem robiła mi kakao. Kiedy byłam smutna pocieszała mnie i starała się rozśmieszyć. Spędzałam całe popołudnia na zabawie z rodzeństwem, najpierw z siostrą, a po rozwodzie rodziców z bratem. Rodzice i mój ojczym zawsze się o nas troszczyli. Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez nich. A o co poszło z twoim ojcem?
Arka?
piątek, 13 maja 2016
Od Reeve do Arka
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz