wtorek, 3 maja 2016

Od Reeve do Arka

- Puść mnie...- wysyczałam przez zaciśnięte zęby. Patrzyłam na niego wściekła.
- Kotku, rozluźnij się - mruknął do mnie.
- Puść mnie, rozumiesz?-moje oczy zaszkliły się, a zdziwiony Arek puścił mnie. Pobiegłam w stronę boksu Serapisa. Wsiadłam na niego i cwałem ruszyłam w stronę lasu. Zwolniłam do kłusa kiedy stajnia zniknęła mi z pola widzenia. Poklepałam po szyi spoconego ogiera i zaczęłam szukać miejsca, gdzie koń mógłby się napić. Znalazłwszy sadzawkę pozwoliłam gniadoszowi ugasić pragnienie, a sama zeszłam z niego i usiadłam na trawie. Jestem tu od dwóch dni, a już chcę wracać do domu.
~~~
Zaczęło się zciemniać, dlatego postanowiłam wrócić. Odstawiłam Serapisa do boksu, a ja wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i zaczęłam grać w jakąś strzelankę, próbując zapomnieć o dzisiejszym dniu. Zdziwiło mnie pukanie. Zerknęłam na telefon, była 21:43. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je niepewnie, a chciałam je spowrotem zamknąć, widząc w nich blondyna.
- Nie dość ci już? Bo według mnie już dostatecznie się nade mną poznęcałeś- powiedziałam drwiąco.

Arek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz