Na wf była gimnastyka, ale nie taka jaką lubię. Jakieś skłony, przysiady, pompki. Żadnych gwiazd, stania na rękach i salt. Lekko zła spacerowałam korytarzem z książką w ręku. Oprócz tego, że grałam w Wiedźmina, chciałam też go przeczytać. Właśnie byłam na momencie, gdy Geralt ratuje Yennefer, aż tu wpadłam na kogoś, a do tego upuściłam książkę. Podniosłam wzrok wściekła na ktosia. Ledwo powstrzymałam się przed uderzeniem, bądź obrażeniem tej osoby, która okazała się dość przystojnym blondynem. Chłopak schylił się, by podnieść Wiedźmina, ale uprzedziłam go. Trzymając książkę przy piersi podniosłam się pospiesznie. Włożyłam ją do torby i odezwałam się:
- Usłyszę chociaż "przepraszam"?
- Co?
- Wpadłeś na mnie - warknęłam do niego oraz wsparłam ręce na biodrach.
- Trzeba było nie czytać - opowiedział z uśmiechem. Przewróciłam oczami, chciałam jak najszybciej stąd odejść.
- Ee...patrz, ta blondynka do ciebie macha!- krzyknęłam wskazując na znany mi dobrze plastik i pobiegłam korytarzem przed siebie. Posiedziałam godzinę w ogrodzie, a następnie wyszłam przed akademię. Moją uwagę przykuł biały motor stojący na przyszkolnym parkingu. Podeszłam do niego i ostrożnie przejechałam dłonią po siedzisku, kierownicy i przedniej szybce. Zastanawiałam się do kogo może należeć taki świetny sprzęt. Moi rodzice, kiedy usłyszeli o tym, że chcę motor dostali wytrzeszczu i kategorycznie zabronili mi jazdy na tych maszynach. Ale zakazany owoc kusi najbardziej.
- Ładnie to tak? - obróciłam się zaskoczona. Dwa metry ode mnie stał chłopak z którym zderzyłam się na korytarzu.
- To twoje?- odsunęłam się od maszyny i wskazałam na nią, a kiedy potwierdził oczy wyszły mi z orbit. Strasznie zazdroszczę mu takiego sprzętu.
- Arek - chłopak wyciągnął do mnie rękę.
- Reeve, ale mów mi Cartney - uścisnęłam jego dłoń, lekko zdziwiona tym gestem.
- Jeździsz? - skierował pytanie do mnie.
- Ee...nie. Moi rodzice...- powiedziałam zanim ugryzłam się w język.- Ale umiem prowadzić.
Arek?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz