- Nie ma sprawy - mówię z delikatnym uśmiechem. Wchodzę za nią do jej pokoju i patrzę na szybę. Za pewne dali mocniejszą, aby sytuacja się nie powtórzyła. Teraz deszcz ustał, błyskawic i grzmotu także nie ma. Ulewa się skończyła, więc nie trzeba było się martwić, że sytuacja się powtórzy.
Siadam na kanapie i ponownie przyglądam się jej mrocznemu kolorowi pokoju. Wymieniamy ze sobą kilka zdań, aż słoncę zaczyna zachodzić. Żegnam się z dziewczyną, po czym weychodzę z jej pokoju. Mam chęć na spacer wokół całego tego wielkiego budynku. Lubię połazić sobie w samotności, aby poczuć świeże powietrze, a przy okazji poukładać myśli, jeśli muszę.
Najpierw wchodzę do pokoju, aby wziąć bluzę, gdyż wieczorne powietrze jest nieco chłodniejsze, a tym bardziej, gdy słońce zaczyna zachodzić. Biorę także jabłko, aby ugasić głód i jestem gotowy do wyjścia.
Wracam dwie godziny później do swego pokoju, gdzie szykuję się spać. Szybki prysznic, sprawdzenie poczty, napisanie krótkiej historii i tyle. Tym razem napisałem o... narodzinach? Nie wiem jak to ująć, więc sami przeczytajcie:
Krzyk. Ból. Kolejne krzyki. Kolejne bóle. I tak przez całą godzinę. Gdyby nie ściany, które były grube, głosy by usłyszeli nawet sąsiady, którzy nigdy nie interesowali się tą tajemniczą dwójką, która mieszkała w tym domu. Nawet nikt ich nie powitał, gdy się tu wprowadzali.
Ściany piwnicy były białe, jednak w miejscach, gdzie światło żarówki nie docierało, panowała ciemność. Pomimo ogromnej ilości starych przedmiotów, w samym środku było dużo wolnego miejsca. Na tak jakby.
Kobieta wydała z siebie kolejne krzyki. Leżała na zakrwawionym kocu, gdzie to jej mąż, a raczej partner - ślubu nigdy nie mogli wziąć - odbierał jej poród. Narodziny w szpitalu byłyby zbyt ryzykowane. Co by się stało nie tylko z nią, ale i z dzieckiem, gdyby po wynikach badań doszli by do prawdy? Z tego jedynego powodu Talvia Collins, wysoka i chuda brunetka musiała rodzić w piwnicy własnego domu. Gdyby nie jej partner - David Klean - nie znał się na medycynie i na ciąży, a tym bardziej na przyjmowaniu porodów, nie wiadomo jak to by się skończyło dla matki i dziecka.
- Przyj! - poród trwał już dwie godziny, dwie godziny koszmarów, tortur. Kobieta nigdy w życiu nie przeżyła czegoś takiego, dlatego nigdy by nie przyzwyczaiła się do takiego rodzaju bólu. Jednak teraz nie mogła się cofnąć, oboje się na to zgodzili, wiec teraz nie mogła stchórzyć. Talvia stawała się coraz słabsza z godziny na godzinę, a po czterech godzinach, gdzie to usłyszała niewinny krzyk i płacz jej dziecka, opadła bez sił. Dyszała, a oczy miała zamknięte. - Talvia... - usłyszała szept, który był zagłuszany płaczem. Nie odpowiedziała, a jej oddech spowalniał, jakby jej dusza powoli umierała. I tak było. Trzy miesiące bez jedzenie, to gorzej niż jakiekolwiek tortury. Głód potwora, to nie to co głód człowieka. Z sekundy na sekundę było coraz gorzej. Serce coraz wolniej było, tętno słabło, a on sam nie wiedział co ma teraz zrobić. - Talvia! - wręcz krzyknął, jakby to był rozkaz, aby spojrzała na niego, wstała i przytuliła dziecko. Jednak tak się nie stało. W oczach mężczyzny zaczynały pojawiać się łzy. Przytulił do siebie nowo narodzone dziecko, które opatulił w cienki biały ręcznik, który miał pod ręką. Wziął w dłoń jej rękę i ją trzymał. Jeszcze żyła, ledwo, ale jednak żyła. Przynajmniej na razie. David nie wiedział co robić, dlatego tylko siedział i modlił się o cud. Aż w końcu ręka Talvi opadła bez sił, serce przestało bić, jej skóra była blada, ale jednak ciepła... umarła.
Otworzyła oczy, które były czarną pustką, z czerwoną kropką na samym środku. Ścisnęła dłoń mężczyzny do takiego stopnia, że została zmiażdżona. Gdy tylko wyczuła zapach krwi, jej serce przyśpieszyło. Usłyszała krzyk mężczyzny, o którym w tej chwili zapomniała, nie znała go. Automatycznie wstała i skoczyła na niego. Nic nie mógł zrobić, nie mógł zmienić swojego losu, swojego końca. Taki los wybrał i taki dostanie. Dziecko, które miał przy sobie, szybko odłożył obok, aby chociaż on miał szansę przeżyć. Jej nogi i ręce zamieniły się w ogromne, ciężkie i czarne łapy, jej ciało zostało pokryte sierścią, wyrosły jej uszy i ogon, oraz zęby, które przypominały szablastozębnego tygrysa. Była podobna do wilka, jednak była pięć razy większa, nawet od mężczyzny. Nie miała zamiaru się z nim bawić, dlatego od razu wtopiła kły w jego czaszkę, przebijając ją i wyciskając z David'a ostatnie krzyki, jakie dał razy z siebie wydobyć. Rozlała się krew, na której zapach potwór oszalał. Zaczęła rozrywać ciało swojego ukochanego na strzępy, rozkoszując się wonią nie tylko czerwonej cieszy, ale i mięsem, które lądowało w jej brzuchu jedno za drugim. W tle płacz dziecka stawał się coraz głośniejszy. A gdy z mężczyzny już nic nie zostało, nawet kości, podeszła do dziecka i na nie spojrzała. Patrzyła na nie, chcąc je zabić, zjeść, ale tego nie zrobiło. Za to w jej oczach zaczynały pojawiać się łzy, a ona sama się przemieniła w dawną Talvię, którą była jako człowiek. Sama zaczęła płakać, gdyż była już świadoma tego zdarzenia, które zostało zapisane w jej, jak i dziecka i mężczyzny życiu. Wzięła na ręce tego małego człowieczka, okrytego ręcznikiem i przytuliła je mocno do siebie. Wtedy płacz stał się mniejszy, gdy tylko poczuł ciepło i usłyszało bicie serca matki.
- Mój mały Leo. Obyś nie stał się prawdziwym dzieckiem Czarnego Wilka, a tylko zwykłym człowiekiem - odparła z żalem w głosie, patrząc na miejsce zalane krwią, gdzie znajdywały się poszarpane ubrania jej dawnego ukochanego, którego sama zabiła. Jednak widząc oczy, które były takie same jak jej, zwątpiła, że może mieć normalne życie.
<Jade?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz