wtorek, 3 maja 2016

Od Reeve do Arka

Nieźle wkurzona rzuciłam kontrolerem o ścianę.
- Nie! Miałeś fuksa! To nie fair!- krzyknęłam i popchnęłam go.
- Umowa to umowa - oblizał wargi i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Wynocha!- uderzyłam go poduszką.
- Nie.
- Spieprzaj! Rozumiesz?!- spróbowałam wypchnąć go z pokoju. Niestety miałam mało siły i nie mogłam sobie poradzić z blondynem.
- Obiecałaś.
- Nie dam ci się macać zboczuchu! Już całowanie ciebie było poświęceniem!- podniosłam głos, ale uciszyło mnie stukanie w ścianę sąsiadki. Przewróciłam oczami.- Co najwyżej pocałunek.
- Dobra - podszedł do mnie i pocałował długo w usta, a kiedy się odsuwał złapał mnie za tyłek. Odepchnęłam go i chciałam strzelić mu z liścia, ale blondyn złapał moją rękę kiedy ta znalazła się kilka centymetrów od jego policzka.- Opanuj się Cartney. Zawarliśmy umowę, a teraz jesteśmy już kwita.
Wyrwałam dłoń z uścisku i założyłam ręce na piersi, zaczęłam się na niego patrzeć.
- Wiesz , że to nie jest normalne? To całe całowanie i łapanie za tyłek? Znamy się od kilku godzin.

Arek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz