- Jedziesz ze mną na przejażdżkę po lesie. Konno – zadecydowałam po kilku minutach, a po dosłownie sekundzie miałam przyjemność obserwować jego zdziwioną twarz.
- Co?! – Aki podniosła głowę, słysząc jego krzyk.
- Nie mów, że tchórzysz, kotku – zaśmiałam się, kiedy spiorunował mnie wzrokiem.
- Nigdy nie jeździłem – powiedział blondyn.
- Czyli twój pierwszy raz będzie ze mną, czuję się zaszczycona – specjalnie użyłam dwuznacznego zwrotu. Suczka zaskomlała, jakby rozumiała każde moje słowo i to co powiedziałam nie spodobało jej się. Uklęknęłam obok niej i podrapałam ją za uszami- Co psinko? Nie bój się, nie zrobię krzywdy twojemu koledze…Ja nie, ale koń już może.
- Jesteś okropna – rzucił we mnie poduszką, której bez problemu uniknęłam. Po kilku próbach zwaliłam chłopaka z łóżka.
- Pędem po bluzę i spotykamy się przed stajnią! – nakazałam mu i kiedy wstał, wypchnęłam go za drzwi.
***
Siedząc na snopku siana czekałam, aż Arek zaszczyci mnie swoją obecnością. Pojawił się po kilku minutach w dresach i ciemnej bluzie. Zanim przyszedł spytałam jedną z głównych stajennych o możliwość wypożyczenia spokojnego konia dla początkującego jeźdźca. Została mu przydzielona kasztanowata klacz o imieniu Merigold. Od razu skojarzyła mi się z Wiedźminem. Pokazałam chłopakowi jak ma czyścić kasztankę, a sama poszłam oporządzić Serapisa, który widząc mnie zarżał radośnie. Poznałam też ogiera i sunię, którzy przypadli sobie do gustu, bo kiedy ja siodłałam Pysia, borderka lizała go po pysku. Miłość jest dziwna, zaśmiałam się w duchu. Z gotowym do jazdy koniem i Aki na dłuższej smyczy wyszłam na zewnątrz, gdzie stał Arek z Meri.
- Nie osiodłałeś jej sam, prawda? – spytałam.
- Uwierzysz jeśli powiem, że tak? – mrugnął do mnie chłopak.
- Nie – pokręciłam głową i pokazałam mu jak ma wsiąść. Następnie przedstawiłam mu jak zatrzymać i popędzić konia oraz jak się nim „steruje”. Ruszyliśmy powoli, a spuszczona ze smyczy suczka szła obok. Po jakimś czasie i przyspieszonym kursie jazdy pokłusowaliśmy kawałek. Ja anglezowałam, a Arek jechał kłusem „wysiadywanym”. Kiedy zaczęło zmierzchać wróciliśmy do stajni, gdzie konie zostały rozsiodłane, ponownie wyczyszczone, nakarmione i napojone. Tak samo borderka, która po długim spacerze była zmęczona. Czyli dzisiaj da mi pospać, bo ostatniej nocy szalała po pokoju. Zapięłam rudej smycz i podeszłam do blondyna, który stał oparty o boks Merigold i głaskał klacz po pysku. Podałam mu jabłko, którym on poczęstował kasztankę.
- Jak ci się podobała przejażdżka?
Arek? Tym razem trochę więcej napisałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz