Shiloh był tak fajny, że dosłownie mogłabym go głaskać cały dzień. Jednak to było niemożliwe, matematyka sama się nie wkuję. Cóż, przynajmniej nie musiałam uczyć się sama, bo gdyby tak było, to prawdopodobnie ze złości, a zarazem bezradności – rozwaliłabym cały pokój. Nagle do głowy przyszła mi nowa myśl: na moim biurku prawie nie ma miejsca na książki, a co dopiero dwie osoby przy nim.
– Raczej łatwiej byłoby powiedzieć, z czym nie mam problemu – podrapałam się po głowie nerwowo i z polecenia Isaaca wstałam.
– Jakoś damy radę – westchnął i rozejrzał się po pokoju. – To gdzie będziemy się uczyć?
– Tak, wiem, że nie ma tu za dużo miejsca – zaczęłam zmuszać swój umysł do szybszego myślenia wobec tego, gdzie moglibyśmy się przenieść. Isaac swoimi słowami wyrwał mnie z rytmu:
– Spokojnie, możemy się uczyć na podłodze – zaczął – tym razem Shiloh nie zabierze ci zeszytu... A jeśli to zrobi, to nie ma dokąd uciec.
– No chyba, że przez okno – podniosłam kąciki ust i usiadłam po turecku na podłodze.
– Haha... – zaśmiał się, lecz po chwili jego śmiech ucichł, a ton nabrał tajemniczych barw – ...To lepiej je zamknij. Nie ryzykujmy – ponownie pokazał szereg białych zębów.
– No dobra, zaczynajmy – poklepałam mały obszar podłogi obok siebie, by chłopak usiadł.
Zrobił to i otworzywszy podręcznik na bieżącym temacie, zaczął czytać zadanie, które wcześniej mu podałam. Shiloh jak nigdy siedział grzecznie przytulony do boku Isaaca, mrugając tylko. Pies wydawał się znudzony, niżeli zmęczony. No niestety, dopiero jak nauczę się matematyki będę w stanie go pogłaskać. Chłopak zaczął czytać na głos. I jak się tego spodziewałam, każde słowo wydobywające się z jego ust, przez jedno ucho wlatywało, przez drugie wylatywało. Naprawdę trudno było mi się skupić.
– Okej, to zadanie wygląda łatwo – spojrzał na mnie, a ja odruchowo na zadanie. Gdyby Isaac zauważył, że gram się z nim w ciuciubabkę: „on patrzy na zadanie, a ja na niego i odwrotnie”, to musiało to wyglądać zabawnie z jego perspektywy. Warto wspomnieć, że moje spojrzenia były odzwierciedleniem słów „jak ty to pojmujesz? To naprawdę jest według ciebie łatwe?”. Zmarszczyłam brwi.
– Rozumiesz? Jak tak, to spróbujemy stworzyć równanie – zapytał, jedną ręką głaszcząc Shiloh'a. Pies z zadowolenia przechylił głowę i powoli mrużył oczka.
Schowałam kosmyk włosów za ucho, po czym westchnęłam głośno. Wciąż jednak nie dałam mu jednoznacznego znaku czy umiem, czy też nie. A to dlatego, że zbyt intensywnie się we mnie wpatrywał swoimi jasnoniebieskimi oczyma, szukając odpowiedzi na pytanie.
– Nie rozumiesz – sam sobie odpowiedział, a ja bez namysłu pokiwałam głową.
– Ani trochę – położyłam rękę na swoimi czole, w geście bezradności. – Przepraszam... staram się skupić, ale nie daję rady.
– Dobra, spróbujmy jeszcze raz – przerzucił wzrok na zadanie.
I takim sposobem minęło parę godzin. Cała ta nauka, przerywana kilkoma minutami rozmowy najprawdopodobniej wyszła mi na dobre. A przynajmniej powinna. Zerknęłam na zegarek: godzina wpół do piętnastej.
– Jestem zmęczona – włożyłam sobie w usta jedno z ciastek, których przyniosłam niedawno cały talerz.
– Ale zauważ, że dobrze ci idzie, jeszcze trochę – zmotywował mnie nieco, choć też wyglądał na bardzo zmęczonego.
– Już dużo rozumiem! – podniosłam głos, udając niezadowolenie.
– Ostatnie i daję ci spokój! W końcu miałem ci pomóc – powiedział, kartkując podręcznik.
Pokiwałam głową. Isaac wędrował palcem po następnych przykładach. Odczytywał je głośno, a ja odpowiadałam na większość poprawnie. W razie, gdy zdarzały mi się pomyłki, chłopak zaczynał mi wszystko tłumaczyć od podstaw. Nie sądziłam, że tak mi pomoże. Nie miałam też pojęcia, jak osiągnęłam pełne skupienie.
– To chyba tyle – chłopak wziął głęboki oddech, po czym wypuścił powietrze ustami.
– Dzięki za pomoc – uśmiechnęłam się, zamykając gwałtownie podręcznik.
Moja dłoń od razu powędrowała na Shiloh'a, który leżał u boku Isaaca. Od tego momentu, większość notatek w moim zeszycie mogę zamazywać kolorem żółtym i zielonym.
– Pewnie musisz już iść, nie? – spojrzałam na chłopaka, posmutniałym spojrzeniem. – Hej, umyłeś Shiloh'a? – szybko zmieniłam temat, głaszcząc naszego towarzysza.
< Isaac? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz