Nie miałam pojęcia czy Shiloh działa mi na nerwy czy odwrotnie. Tak pół na pół, w zależności od sytuacji. Zaczęłam się jednak poważnie zastanawiać nad tym, dlaczego Isaac czerpie taką radość z moich upadków, a zamiast pomóc woli powiedzieć „Za chwilę”. Najlepsze jest jednak to, że nie zajmował się wtedy niczym innym, tylko obserwacją.
– Z chęcią się z tobą zgodzę – wykrztusiłam, spoglądając błagalnie spod przemoczonych pasm włosów.
Wright pogłaskał dumnie Shiloh'a, a po chwili zawołał pozostałe psy.
– Mam nadzieję, że wytrze się o twój dywan. – spojrzałam na Isaaca, a zaraz potem na Shiloh'a.
– Może zdąży trochę przeschnąć – odparł z nadzieją w głosie.
– Takie futro? – nie ukrywałam niedowierzania, lecz po chwili głośno odetchnęłam. – Rób co chcesz, mi strasznie mokro – chwyciłam skrawek swojej koszulki i mocno ją ścisnęłam; woda sączyła się długim strumykiem, dopóki ten nie przeistoczył się w kilka bliźniaczych kropelek.
– Nie wiem czy mam serce przerywać im bieganinę – Wright spojrzał w dół, gdzie nieustępliwie spoglądały na niego cztery pyszczki.
– Shiloh nie zasługuję – prychnęłam z udawanym poirytowaniem, lecz po chwili mój kącik ust zadrżał.
Nim wróciliśmy do akademii, powstała dyskusja na temat kawowych upodobań. Nie były to jakieś niespełnione oczekiwania – prosta kawa, idealna na długie rozmowy. Niestety, w takim stanie nie mogliśmy od razu odwiedzić budynku. W ramach tego w przyspieszonym tempie przechodziliśmy przez kolejne schodki, prowadzące na czwarte piętro. Isaac wraz z gromadką psów zahaczył o swój pokój, a ja o swój. Ledwo zamknęłam drzwi, a już ściągnęłam z siebie koszulkę i spodenki, w poszukiwaniu suchych ubrań. Gdy tylko poczułam niesamowitą wygodę, spowodowaną suchym odzieniem, zajęłam się suszeniem włosów. Nie zajęło to długo, dlatego już po chwili błyskawicznie otworzyłam drzwi, wpadając na kogoś. Bark tajemniczego mężczyzny z impetem uderzył o drewno, niżeli ono o niego. Zmarszczyłam brwi, zdziwiona. Na mojej twarzy zagościła nadzieja, że to Isaaca niechcący potrąciłam, jednak to zupełnie obca płeć brzydka.
– Możesz, z łaski swojej, uważać jak chodzisz? – odezwał się pierwszy, z irytacją w głosie.
– Eee... – zaczęłam wymijającym stękaniem – sorry – już chciałam go ominąć, gdy jego dłoń zacisnęła się w okolicach mojej szyi.
– To nie było szczere.
– Jestem najszczerszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałeś – iskry stanęły w moich oczach. - Widocznie nie każdy jest wart czegoś więcej – zmierzyliśmy się spojrzeniami.
Kątem oka dostrzegłam, jak mężczyzna podnosi rękę. Już miałam poczuć na skórze wyrok tego psychopaty, jednak ocaliło mnie szczeknięcie Shiloh'a wychylającego się zza uchylonych drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę. Po chwili przed psa wyszedł zdziwiony Wright, widocznie nie zdążył nałożyć na siebie koszulki, bo robił to w tej chwili.
– Nic się nie dzieje. Mała dyskusja – machnęłam dłonią, z obojętnością w głosie. To brzmiało jak błahostka.
Shiloh nadal szczekał, a Isaac spoglądał z lekko zmarszczonym czołem.
– Odsuniesz się już, psycholu? – warknęłam, niczym zwierzę i skierowałam spojrzenie na tajemniczego mężczyznę. – Mam lepsze plany.
Nie miałam pojęcia, kim był ten gość. Wyglądał na tutejszego ucznia, ale był totalnie pomylony. Jego podwinięte rękawy ujawniały wyraźne ślady po ukłuciach na szarej, niemal bezbarwnej skórze.
piątek, 13 maja 2016
Od Malii C.D Isaaca
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz