wtorek, 17 maja 2016

Od Reeve do Arka


Blondyn odszedł, a ja chcąc, nie chcąc musiałam wrócić do pokoju, gdzie rozłożyłam się na łóżku, dzierżąc w jednej ręce książkę, a w drugiej colę. Aki przytulona do mojego boku, co jakiś czas pochrapywała uroczo. Kiedy wypiłam cały napój odłożyłam pustą butelkę i wolną ręką zaczęłam drapać sunię za uchem. Mój spokojny wieczór przerwał telefon.
- Hej Riv - usłyszałam cichy śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- Cześć misiaku, co tam u was? 
- Mama robi mi kolację, a tata jest w swoim biurze. Diana ma gości i... co to jest wibrator? - zadał pytanie maluch.- Bo koleżanki mówią, że jej się to przyda.
- Spytaj się mamy, kochanie - odpowiedziałam starając się nie wybuchnąć śmiechem. Gadaliśmy jeszcze przez chwilę, ale zakończyliśmy rozmowę, kiedy oczy zaczęły mi się kleić. Po wzięciu prysznica i przygotowaniu się do jutrzejszych lekcji poszłam spać. 
Jak zwykle obudził mnie dźwięk budzika. Szybko się ubrałam i wyszłam z Aki na poranny spacer, a kiedy wróciłam zrobiłam sobie lekki makijaż i poprawiłam fryzurę. Właśnie miałam wyjść z pokoju, ale usłyszałam pukanie do drzwi.
Podeszłam do nich i otworzyłam je, a widząc stojącego w nich blondyna przytuliłam go ostrożnie, bojąc się, czy w razie gdyby miał jakieś rany, nie zrobię mu krzywdy. 
- Nic ci nie jest - wyszeptałam wtulona w jego pachnącą potem, czystym powietrzem i papierosami koszulkę.
Arek?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz